Home»Społeczeństwo»Moja i twoja beznadzieja

Moja i twoja beznadzieja

10
Shares
Pinterest Google+

Powiadają, iż historia uczy nas tylko jednego: że niczego nas nie uczy. Bardzo chciałbym się mylić w tym, co chcę napisać, ale obawiam się, że mam rację.

Napisać, że jestem wstrząśnięty, to nic nie napisać. Napisać, że jestem, przerażony, to nic nie napisać. Napisać, że jestem zbolały, to nic nie napisać. Napisać, że nie widzę nadziei, to nic nie napisać.

Nie znałem świętej pamięci prezydenta Pawła Adamowicza. Nic nie łączy mnie z Gdańskiem. A mimo to wstrząsnął mną zamach na niego. Kompulsywnie sprawdzałem napływające z gdańskiego szpitala informacje z nadzieją, że nastąpi cud. Ale nie nastąpił. I przyszła ta informacja, z którą pewnie wszyscy się liczyli, ja – tak, ale też pewnie wielu, ja na pewno, do końca mieli nadzieję, że tej informacji nie będzie – informacja o śmierci Pawła Adamowicza.

Równie kompulsywnie czytałem wszystkie informacje o reakcjach na tragiczne wydarzenia na scenie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na komentarze – ludzi kultury, mediów, polityki, na pojawiające się w sieci komentarze.

Łatwo jest skumulować złość adresując ją w kierunku poseł Krystyny Pawłowicz i blogera Matki Kurki, którzy w dniu zamachu przekroczyli wszelkie granice obrzydliwości. Ale to by było zbyt proste. To „zwykli” ludzie pisali na prawicowych forach, że morderca prezydenta Adamowicza jest bohaterem i proponowali organizację zbiórek pieniężnych na pomoc dla zabójcy. Skojarzenie z zamachem na prezydenta Gabriela Narutowicza rodzi się samo. Na grobie zamachowca, Eligiusza Niewiadomskiego, do dziś palone są świece i składane kwiaty.

Dziś mamy narodowy smutek, mamy apele o ciszę, przerywane przez tych, którzy wprost deklarują, że nie mogą już milczeć (i też mają swoje racje), prośby o modlitwy i o to, by nie upolityczniać tego, co jest polityczne, czy tego chcemy, czy nie.

Już to przerabialiśmy.

Gdy umarł św. Jan Paweł II, ludzie gromadzili się, jednoczyli, kibice walczących ze sobą drużyn dokonywali publicznych aktów pojednania, w którym wytrwali do kolejnego meczu. Ledwo pochowano papieża, wszyscy wrócili do dawnych sporów, które stopniowo narastały.

Aż w końcu przyszedł tragiczny 10 kwietnia 2010 roku i katastrofa w Smoleńsku. Politycy, dziennikarze płakali przed kamerami. Pierwszego dnia wszyscy, niezależnie od poglądów politycznych, szli być razem na ulicach i razem płakać. Miała być zgoda. Skończyła się jeszcze, zanim pogrzebano ofiary. I od tego czasu było już tylko gorzej.

Wszyscy tu mają swoje za uszami. Jasne. Krzyże z puszek po piwie to coś, czego bronić się po prostu nie da. Ale też trzeba jasno powiedzieć, że były – prawda, głupią – reakcją, a nie akcją. Obie strony robiły rzeczy niemądre, a niekiedy haniebne, ale nie ma tu symetrii. Jedna strona czyniła zło, druga nie umiała zła dobrem zwyciężać, odpowiadając na to zło w sposób niemądry i zły. I tak to narastało.

Nasi politycy, nasi ludzie mediów, ale i my wszyscy zapomnieliśmy o czymś, co wie każdy specjalista od marketingu (poza tymi od marketingu politycznego – jak widać), że negatywne emocje łatwo jest wywołać, ale trudno kontrolować. Wypuszczono dżina nienawiści z butelki i ten dżin zaczął robić, co mu się żywnie podoba, czy też – używając metafory antycznej – nie tylko otwarto puszkę Pandory, ale jeszcze z premedytacją nią potrząsano, żeby zło rozlało się jak najszerzej.

Choćby dziś Jarosław Kaczyński z Donaldem Tuskiem stanęli ramię w ramię przed kamerami i zaapelowali do rodaków o zgodę – nic to nie da. Nie panują już nad emocjami, które rozbujali – tak, Jarosław Kaczyński niewątpliwie w nieporównanie większym stopniu. To, kto bardziej, a kto mniej zawinił, ma dziś znaczenie o tyle tylko, by ustalić, kto więcej może zrobić, żeby ten proces staczania się w nienawiść zatrzymać – o ile to jeszcze jest możliwe.

A obawiam się, że nie jest – właśnie dlatego, że to się wyrwało spod kontroli. Dlatego, że tak wiele osób, ja również, musiałoby przyznać się, zwłaszcza przed sobą, do winy. A my nie lubimy poczucia winy, więc zwalamy ją na innych.

Problem w tym, że ten proces staczania się w nienawiść, prowadzi do rzeczy jeszcze gorszych niż bezsensowna śmierć śp. Pawła Adamowicza.

Jasne, zabójca prezydenta Gdańska to kryminalista i zapewne człowiek zaburzony psychicznie. Jasne, żaden polityk nie przyszedł do niego i nie namawiał, by wbił nóż w serce. Ale, jak pisał Szymon Hołownia, tło zrobiło swoje. Chory człowiek w chory sposób przetworzył bodźce, ale ktoś te bodźce mu zapewnił – ten jad sączył się od lat. Słowa mogą zabijać. Również dosłownie. I to nie jest w ostatnich latach pierwszy taki przypadek – warto pamiętać o szaleńcu, który zaatakował biuro PiS w Łodzi i też zabił niewinnego człowieka.

Przekraczamy kolejne granice. Trudno potem się cofnąć. Co będzie dalej? Zaczniemy się bić na ulicach? Strzelać do siebie? Podkładać bomby?

Że niby to nierealne? Czyżby? W wielu krajach tak się dzieje. Nienawiść jest jak tocząca się z góry śnieżna kula – im dłużej się toczy, tym bardziej rośnie, tym trudniej ją zatrzymać i tym większe czyni zniszczenia.

Nie kupuję tych apeli o modlitwę. Nawet nie dlatego, że wątpię w ich szczerość, choć wątpię. I wcale nie dlatego, że brak mi wiary w siłę modlitwy, bo wierzę w nią bardzo mocno i sam przekonałem się, że modlitwa działa. Nie kupuję tych apeli, bo to jest zrzucanie odpowiedzialności na Pana Boga za coś, co my sami mamy do zrobienia.

Od wczoraj chodzi za mną piosenka, którą lata temu napisał Kazik Staszewski. Przejmująco zaśpiewała ją podczas Przystanku Woodstock Kasia Nosowska – „Arahja”

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej …
Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę
Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy…
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia

Ale nie chcę kończyć tego tekstu pogrążony w całkowitej beznadziei. Dlatego na koniec przywołam inną piosenkę wyśpiewaną przez Katarzynę Nosowską:

Spróbuj powiedzieć to
nim uwierzysz że
nie warto mówić kocham
Spróbuj uczynić gest
nim uwierzysz, że
nic nie warto robić
Nic, naprawdę nic nie pomoże
jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości
Nic, naprawdę nic nie pomoże
jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości
Musisz odnaleźć nadzieję
i nie ważne, że nazwą Ciebie głupcem
Musisz pozwolić, by sny
sprawiły byś pamiętał, że
Nic, naprawdę nic nie pomoże
jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości
Nic, naprawdę nic nie pomoże
jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości
Moja i Twoja nadzieja
uczyni realnym krok w chmurach
Moja i Twoja nadzieja
pozwoli uwierzyć dziś cuda
Nic, naprawdę nic nie pomoże
jeśli Ty nie pomożesz dziś miłośc

Ale trudno o nadzieję. Nawalanie się cepami po głowach w mediach już się rozpoczęło.

Bardzo dziękuję Markowi Ryćko, który pozwolił mi na wykorzystanie jako ilustracji fotografii, którą wykonał 14 stycznia 2019 r., w dniu śmierci śp. Pawła Adamowicza, podczas zgromadzenia ku czci prezydenta w Gdańsku.

(Visited 3 443 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
1% podatku, 100% wsparcia. Przekaż 1% podatku Fundacji Lex Nostra
Poprzedni tekst

Nie zabijaj dziecka

Następny tekst

Walentynki - święto szalonych