Home»Rodzina»Walentynki – święto szalonych

Walentynki – święto szalonych

0
Shares
Pinterest Google+

Ja wiem: Walentynki to święto miłości. Wiem, wiem, to komercja, zalew kiczu, amerykański kolonializm, a święty Walenty to patron chorych psychicznie i na epilepsję. Znam też ten argument, że kochać i okazywać to trzeba przez cały rok, a nie w ten jeden dzień. Ja to wszystko wiem. Ale ja zupełnie nie o tym chciałem dzisiaj.

Nie będę opowiadał hagiografii świętego Walentego, patrona tego dnia. Nie będę cytował stosownego fragmentu I Listu św. Pawła do Koryntian ani czynił rozróżnień teologicznych między eros, agape, philia i caritas. Jeśli ktoś tego ciekawy, poradzi sobie – wszak „wujek Google naszym przyjacielem jest, a ciocia Wikipedia zawsze służy pomocą”.

Podstawą związku – wybacz, Drogi Czytelniku, truizm – jest miłość. Bez niej niczego się nie zbuduje. To jasne. Miłość to decyzja, wybór i konsekwentne trwanie w nim. Nie – słowa, choć te są ważne, ale codzienne, czasem drobne, gesty, ale też i te większe. Gdy w szpitalu codziennie widziałem moją Żonę, która przynosiła mi jedzenie, a potem po prostu siedziała, czasem gdy ja spałem, to czułem się kochany. Ale też czuję się kochany, gdy robi moją ulubioną sałatkę albo spędza czas w kuchni na zawijaniu gołąbków, bo wie, że to jedno z moich ulubionych dań. Miłość to również to, że wybacza mi moje codzienne wpadki, ale i te poważniejsze przewiny, które przecież mi się zdarzają. Miłość to chęć przegadania całej nocy o sprawach błahych lub poważnych, choć przecież znamy się już tak długo i niby o wszystkim już zdążyliśmy pogadać.

Ale jest jeszcze coś i to – jak sądzę – wyjątkowo warto celebrować w Walentynki. To zakochanie. Zakochanie to motylki w brzuchu, jak mawiają niezbyt wyszukani poeci; to podekscytowanie na samą myśl o tej drugiej osobie, to radość bycia z nią, To dreszcze przy dotyku.

W codzienności łatwo zatracić zakochanie (pisałem o tym tutaj). Jest miłość, ale brakuje właśnie zakochania. I może po to też jest to święto, z całym jego kiczem, by sobie o tym przypomnieć i pozwolić na odejście od codziennej rutyny? Zakupy, obiad, dzieci, sprzątanie, praca – to wszystko jest bardzo ważne, ale przez to czasami brakuje czasu, energii na zwyczajne „kocham cię”, „pragnę cię”, na tego lizaka w kształcie serduszka, którego nikt przy zdrowych zmysłach i kubkach smakowych przecież jeść nie będzie. Moja Żona co roku pisze do mnie kartkę walentynkową i dla mnie to jest zawsze równie niezwykłe przeżycie: przeczytać o jej miłości. Co więcej: do tej kartki mogę przecież wrócić za miesiąc albo pół roku, może mi ona pomóc w chwili kryzysu.

Jeżeli święty Walenty z Terni jest patronem szalonych, to może właśnie tego dnia warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, na odejście od codziennej rutyny i poczuć znów ten miły dreszczyk? Pozwólmy sobie poczuć się zakochani w sobie. Mówimy nieraz: „szaleję za tobą”. Nie szalejmy za tą drugą osobą, ani przed nią – szalejmy razem z nią.

(Visited 86 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Moja i twoja beznadzieja

Następny tekst

Wieża samotności