Home»Rodzina»Nie tęsknię za przeszłością

Nie tęsknię za przeszłością

0
Shares
Pinterest Google+

Jest takie chińskie przekleństwo: „Obyś żył w ciekawych czasach”, ale przecież czasy zawsze są ciekawe. Może więc raczej powinno się mówić: „Obyś miał ciekawe życie?” Kiedyś to ja miałem ciekawe życie, a teraz? No, właśnie… Co mam teraz?

Swoją karierę zaczynałem jako dziennikarz. Byłem młody, niedoświadczony, ale miałem dużo szczęścia, a przy tym najlepszego szefa, o jakim mógłbym marzyć (jak zawsze ukłony dla Pana Andrzeja Jonasa, twórcy i redaktora naczelnego „The Warsaw Voice”). Do redakcji właściwie się wprosiłem. Po prostu przyszedłem i powiedziałem, że będę tam pracował. Niczego nie chciałem – przynosiłem teksty i albo się podobały, albo nie. Przychodziłem do redakcji i jakoś zostałem. W końcu zaczęto powierzać mi teksty o tematyce kryminalnej. To był awans po pisaniu depesz. A potem odszedł z pracy człowiek, który zajmował się działką polityczną, ja byłem na miejscu i, choć moje doświadczenie było wciąż niewielkie, zastąpiłem go, bo byłem pod ręką. Mogłem relacjonować gorącą kampanię wyborczą Kwaśniewski vs. Wałęsa, a potem aferę Olina. Uczyłem się w boju, a mój szef pomagał mi, poznawał mnie z ludźmi, podsuwał lektury, uczył na każdym kroku. Spotkałem ludzi, których inaczej nigdy bym nie miał szans poznać, byłem przy wydarzeniach, których inaczej nigdy bym nie zobaczył.

Kiedy postanowiłem przejść na drugą stronę mocy, czyli zająć się reklamą i public relations, znów praktycznie niczego nie umiałem. Ale uczyłem się jak szalony, żeby to nadrobić i dzięki temu znów się udało.

A potem to już się potoczyło. Byłem doradcą ministra, spotykałem się z premierem, zapraszał mnie prezydent, chodziłem do sejmu i pracowałem wraz z innymi nad wprowadzeniem zakazu bicia dzieci, zjechałem wzdłuż i wszerz całą Polskę, prowadząc szkolenia – dla dzieci, rodziców i nauczycieli, dla policjantów i prokuratorów. Media mnie pokochały, zapraszano mnie ciągle, proszono o komentarze. Przez pewien czas współprowadziłem nawet audycję w radio, i to mimo nieradiowego głosu i wady wymowy.

To było naprawdę ciekawe życie, intensywne. A potem wszystko, z mojej winy, posypało się jak domek z kart. Wycofałem się, zaszyłem. Większość znajomych zniknęła, bo nie chcieli, i trudno im się dziwić, mieć ze mną nic wspólnego.

Nie spotykam się z premierem, co może i dobrze, bo obecnemu, cytując klasyka, nie podałbym nawet nogi. Nie prowadzę szkoleń, bo nikt już nie chce mnie słuchać. Nie jeżdżę już jak kiedyś tak, że w poniedziałek wyjeżdżam, w piątek wracam do domu, a przez ten czas codziennie jestem w innym mieście. Media na szczęście też o nic mnie nie pytają.

Ktoś powie: nuda. Ktoś powie: miałeś ciekawe życie, a teraz masz nudne. Niektórzy sądzą, że pewnie tęsknię za tym, co było. Otóż nie. Nie tęsknię. Nie chciałbym wrócić do dawnego życia. Co jakiś czas pojawiają się zaproszenia od mediów. Konsekwentnie je odrzucam. Nie chciałbym znów angażować się w takie działania jak dawniej. Może kiedyś wrócę do szkoleń, jeśli ktoś będzie chciał mnie posłuchać.

Przede wszystkim jednak moje obecne życie wcale nie jest nudne. Jest arcyciekawe. I naprawdę nie tylko dlatego, że przy charakterku mojej Żony trudno o nudę. :)

Moja codzienność każdego dnia nie tylko mnie zachwyca, ale i zaskakuje. Codziennie czegoś się uczę, czegoś dowiaduję, czegoś nowego doświadczam, zwłaszcza dzięki synkom. Codziennie słyszę, że w moim życiu jestem kochany. Czasami bywam zmęczony i marzę o czasie na to, by odpocząć w samotności, ale też wiem, że to nie mogłoby być dłużej niż kilka dni, bo oszalałbym z tęsknoty.

I ja miałbym to zamienić na dawny blichtr? Musiałbym oszaleć!

Wstaję codziennie przed godziną szóstą, budzik nastawiony mam na 5:40. Dzięki temu mam czas rano poćwiczyć hantlami, zrobić kawę i bawarkę dla siebie oraz przygotować kawę dla Żony. Przede wszystkim mam jednak czas, zanim reszta domowników się obudzi, przeczytać Liturgię Słowa na dany dzień i nagrać jako relację na FB (na profil prywatny i na fanpage) komentarz do Słowa Bożego. To dla mnie jest bardzo istotne.

I ja miałbym to zamienić na dawny blichtr? Musiałbym oszaleć!

Potem budzę dzieci, żonę, pomagam starszemu wyszykować się do szkoły, odprowadzam młodszego do przedszkola. Gdy wrócę, jest czas na pracę, aż do momentu, gdy trzeba młodszego odebrać z przedszkola. Uwielbiam to odprowadzanie w obie strony, bo to czas, gdy dużo mogę się dowiedzieć – po drodze gadamy, opowiadamy sobie, a – uwierzcie – świat przedszkolaka jest znacznie ciekawszy niż świat mediów i polityków. U nas w domu praca, raz poważniejsza, kiedy indziej luźniejsza, trwa w sumie do wieczora. A kiedy dzieci pójdą spać, możemy spokojnie porozmawiać z Żoną. I, chociaż z pozoru każdy dzień wygląda podobnie, to żaden nie jest taki sam.

I ja miałbym to zamienić na dawny blichtr? Musiałbym oszaleć!

(Visited 147 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Widziałem Marcina Zielińskiego w akcji

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.