Home»Społeczeństwo»Co ma wspólnego drukarz z Łodzi z panem Tomaszem z IKEA?

Co ma wspólnego drukarz z Łodzi z panem Tomaszem z IKEA?

0
Shares
Pinterest Google+

Przez media, w tym oczywiście przez internet, przetoczyły się dwie dyskusje. Jedna dotyczyła pewnego drukarza z Łodzi, druga zwolnionego przez firmę IKEA pana Tomasza. Toczyły się obok siebie, choć moim zdaniem mocno wiążą się ze sobą.

Drukarz z Łodzi

W pierwszej z nich chodzi o drukarza, który odmówił wykonania usługi na rzecz organizacji LGBT, twierdząc, iż nie chce wspierać takich działań swoją pracą. Aktywiści skierowali sprawę do sądu, a sądy we wszystkich instancjach zdecydowały się uznać drukarza za winnego czynu z art. 138 Kodeksu wykroczeń:

Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany,
podlega karze grzywny.

Sąd uznał najwyraźniej, że względy światopoglądowe nie są uzasadnioną przyczyną do odmowy. Jednocześnie jednak, co wydaje się nielogiczne, sąd odstąpił od wymierzenia mu kary. Sprawa trafiła w końcu do Trybunału Konstytucyjnego, który cały przepis uznał za niezgodny z Konstytucją i uchylił go.

Przyznam uczciwie, choć pewnie części Czytelników to się nie spodoba, że ucieszyłem się z tego, iż drukarz nie został ukarany i ma szanse na całkowite oczyszczenie. Wolałbym, by odbyło się to jednak w formie uznania, iż zaistniały uzasadnione przyczyny do odmowy świadczenia usług. Uznanie całego przepisu za niekonstytucyjny wydaje mi się wylaniem dziecka z kąpielą i strzelaniem z armaty do wróbla.

Gdyby ów drukarz odmówił świadczenia usług z powodu orientacji seksualnej klientów, powinien ponieść karę, bo byłaby to forma dyskryminacji. Odmówił jednak ze względu na treść materiałów, które miał drukować. Inaczej mówiąc: gdyby na przykład dwóch gejów prowadziło salon fryzjerski i ktoś odmówił im drukowania ulotek, powinien zostać ukarany. Tu chodziło jednak o materiały promujące konkretne akcje ideologiczne. Uważam, że drukarz powinien mieć prawo nie wspierać takich akcji swoją pracą. Jestem przekonany, że bez trudu znalazłaby się inna drukarnia, która wykonałaby to zlecenie, czy to ze względu na popieranie akcji, czy też dlatego, że byłoby jej obojętne, co drukuje.

Co innego, gdyby chodziło nie o prywatną firmę drukarza, a o instytucję użyteczności publicznej, np. drukarnię należącą do instytucji państwowej, samorządowej czy utrzymywanej w inny sposób ze środków publicznych – te nie powinny mieć prawa do odmowy.

Pan Tomasz z IKEA

Pan Tomasz był sprzedawcą w krakowskim sklepie IKEA, podobno nawet wysoko ocenianym przez przełożonych, nagradzanym, dostawał podwyżki.

Gdy firma zachęcała pracowników do wspierania środowisk LGBT, z czego zresztą szwedzki koncern jest znany, pan Tomasz na wewnętrznym forum odmówił zaangażowania w takie działania, tłumacząc to swoją wiarą. Wskazał, iż w jego ocenie jest to zgorszenie, a dla tego, kto dopuszcza się zgorszenia lepiej jest – tu wsparł się stosownym cytatem z Ewangelii – przywiązać sobie kamień młyński u szyi. Swoją wypowiedź okrasił dodatkowo cytatem ze Starego Testamentu o tym, iż czyny homoseksualne są niemiłe Bogu i powinny być karane śmiercią.

Firma próbowała namówić pana Tomasza do wycofania się z tej wypowiedzi, a gdy ten odmówił, zwolniła go z pracy, tłumacząc, iż uznaje jego słowa za przejaw braku szacunku i tolerancji, co jest postawą niezgodną z panującymi w organizacji zasadami. Pan Tomasz, korzystając z pomocy prawników z organizacji Ordo Iuris, odwołał się do sądu pracy, uznając zwolnienie z pracy za przejaw dyskryminacji na tle religijnym.

Cała wypowiedź, którą media przytaczały, wbrew temu, co twierdzi pan Tomasz, jest niezgodna z nauczaniem Kościoła. Warto tu przytoczyć fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego:

2358 Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

Wyrywanie fragmentów Pisma Świętego z kontekstu i cytowanie ich w sposób, który jest de facto uderzaniem w drugiego człowieka, nie mieści się w „traktowaniu z szacunkiem, współczuciem i delikatnością”. Różne rzeczy można powiedzieć o postawie pana Tomasza, ale ani szacunku, ani współczucia, ani też delikatności dopatrzeć się w jego postępowaniu nie sposób.

Dwa końce kija

Ci, którzy bronili łódzkiego drukarza i jego prawa do tego, by w ramach prowadzonej przez niego firmy przestrzegać istotnych dla niego wartości, równocześnie potępiają inną prywatną firmę za to, że ta chce czynić to samo. Ci, którzy drukarzowi tego prawa odmawiali, teraz żądają tego samego dla firmy IKEA, atakując jej pracownika.

W obu przypadkach mówimy o prywatnych firmach. Ich szefowie mają prawo wedle swego uznania kształtować kulturę organizacyjną i podejmować decyzje zarządcze, zarówno dotyczące tego, kogo zatrudniają, jak i tego, z kim chcą robić interesy, w zgodzie z przyjętymi przez siebie normami moralnymi. Jeśli dajemy prawo do swobody sumienia drukarzowi, analogicznie powinniśmy przyznać je kierownictwu firmy IKEA. Prawo to nie może wszak zależeć od tego, czy wartości są zgodne z tymi, które sami wyznajemy. Dlatego ten atak na IKEĘ wydaje mi się przejawem hipokryzji.

Aktywiści, którzy zgłosili się do drukarza, mogli zlecić druk komuś innemu. Pan Tomasz, jeśli nie odpowiadają mu wartości pracodawcy, powinien zmienić miejsce zatrudnienia.

Oczywiście, można też uznać, iż miejsce pracy czy też szerzej przestrzeń publiczna nie jest przestrzenią do manifestowania swoich poglądów, ale to też wymagałoby działania w obie strony. Byłoby to jednak, jak sądzę, postulatem ze wszech miar szkodliwym. Oznaczałoby to bowiem, iż człowiek ma funkcjonować w rozdwojeniu, wypierając się tego, co uważa za słuszne, gdy wychodzi z domu. I to niezależnie od tego, czy to, w co wierzy, jest zgodne z moimi wartościami, czy też nie.

Myślenie o różnorodności nie wyklucza wszak tworzenia się społeczności bardziej homogenicznych, o ile tylko dopuszczamy możliwość zrzeszania się wokół różnych wartości. Mogę więc sobie wyobrazić pracodawcę, który zatrudnia na przykład wyłącznie aktywistów LGBT, bo to jest mu bliskie, ale i pracodawcę, który rekrutuje osoby wyznające wartości chrześcijańskie. Byle tylko nie ograniczać praw ani jednemu, ani drugiemu.

(Visited 63 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Po co się spowiadam? - odcinek 8. vloga

Następny tekst

Jesteśmy artystami