Home»Życie»Jestem zgredem

Jestem zgredem

0
Shares
Pinterest Google+

Przeczytałem ostatnio wywiad z Kasią Kowalską, w którym powiedziała ona, że dawniej muzyki się słuchało, a dziś się ją ogląda. Pomyślałem sobie, że coś w tym jest. Ja jestem z pokolenia, które słucha. Nie to, co ta dzisiejsza młodzież…

Z tą muzyką to faktycznie coś jest na rzeczy. Wolę Spotify od YouTube. Wolę słuchać niż oglądać. Muzyka działa na mnie przez słuch. Nie interesuje mnie, jak wygląda ten, kto śpiewa, czy gra. Ba! Wolę nawet tego nie wiedzieć. Chcę skupić się na dźwięku. Słucham nowych kawałków i rozpaczliwie szukam w nich melodii, którą mógłbym zapamiętać, powtórzyć. Szukam emocji, szukam czegoś, co artysta chce mi przekazać. Nie znajduję, więc wracam do tego, co dobrze znam. Puszczam sobie „Child in time” Deep Purple i kiedy Ian Gillan wrzeszczy, wiem, że wrzeszczy po coś.

Podobno w dzisiejszych czasach najważniejszy jest już nawet nie tyle Facebook, co YouTube i Instagram. Nie umiem w Instagramy i YouTube. Próbowałem, ale ja tego po prostu nie czuję. Nawet za Facebookiem nie przepadam. Wolę pisać niż mówić do kamery. Dlatego wciąż blog jest dla mnie ważniejszy niż vlog, który paskudnie zaniedbałem.

To jeszcze nic w dobie internetu ja wciąż wolę notować piórem wiecznym w kajecie niż pisać na klawiaturze komputera. Wolę analogowy, tradycyjny, papierowy dziennik, którego – mam nadzieję – nikt nigdy nie przeczyta niż mój blog. Dla jasności: lubię ten blog. Naprawdę. Ale wolę notatnik.

Urodziłem się w 1973 roku. W lipcu. W drugiej dekadzie. Konkretnie: jedenastego. Mamy listopad 2019 roku. Mam czterdzieści sześć lat, z drobnym hakiem. Podobno to wcale nie tak dużo. Tak przynajmniej twierdzi moja – szesnaście lat ode mnie młodsza – żona. A ja mimo jej słów czuję się stary.

Ma to oczywiście związek z fizycznymi niedomaganiami. Choroby robią swoje. Bywają okresy, że nie jestem w stanie funkcjonować bez kul, bo cukrzyca, na którą choruję od lat, spowodowała, że mam polineuropatię, przez którą bolą mnie nogi. Od kilku tygodni zmagam się z bólem pleców, funkcjonuję dzięki lekom przeciwbólowym. Kondycja już nie taka jak dawniej. To wszystko ma na mnie, co oczywiste, wpływ.

Moja starość tkwi jednak przede wszystkim w głowie. Ja po prostu coraz częściej czuję się nieadekwatny. Coraz częściej w głowie pojawia mi się myśl: „nie tak za moich czasów bywało” albo „kiedyś było lepiej” i – co gorsze – „ach, ta dzisiejsza młodzież”, przy czym do tej kategorii zaliczam również swoją żonę. Coraz częściej też łapię się na tym, że nie rozumiem rzeczywistości, która mnie otacza, kodu kulturowego, czuję się jak hibernatus – przybysz z innej epoki.

Gdy mówię o swoim poczuciu bycia starym, moja żona złości się i buntuje. I ja to nawet staram się zrozumieć, na ile umiem. Sęk w tym, że, pomijając oczywiście fizyczne niedomagania, ja się z tą subiektywnie odczuwaną starością czuję dobrze.

Czuję się dobrze, bo ja już nic nie muszę. Kto miał mnie uznać za sukinsyna albo nieudacznika, ten już tak ocenił i zdania nie zmieni. I co mnie to jego zdanie właściwie obchodzi? Nie przed nim będę się rozliczał ze swojego życia. Kto miał mnie cenić, ten ceni i właściwie to też jego sprawa. Miło, ale to nijak na moje życie nie wpływa. Niczego na siłę nie muszę sobie udowadniać. Nie muszę płodzić syna, sadzić drzewa ani budować domu. Bez tego moje życie też ma sens.

Kiedyś program komputerowy wyliczył mi, że będę żył czterdzieści dziewięć lat. Mam lat czterdzieści sześć. W wieku trzydziestu dziewięciu lat, czyli w takim, gdy zmarł na serce mój Tata, przeszedłem zawał. Gdyby potraktować komputerową prognozę poważnie, zostały mi trzy lata życia. Dotarło do mnie, że nie mam z tym problemu. Jasne, chciałbym jak najdłużej żyć przy mojej żonie, z moimi dziećmi, stworzyć jeszcze sporo muzyki, zrobić wiele zdjęć, napisać mnóstwo tekstów, ale jeśli zabraknie mi na to czasu, to nic się nie stanie. Świat się od tego nie zawali. Ani ten mój, ani ten Wasz.

(Visited 49 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Wstyd mi za księży

Następny tekst

Czas wielkiej tęsknoty