Home»Społeczeństwo»Wstyd mi za księży

Wstyd mi za księży

0
Shares
Pinterest Google+

Długo nic tu nie pisałem. Podobno to zły sygnał, gdy bloger pisze te słowa, ale one u mnie wracają co jakiś czas i nic na to nie poradzę. Przychodzą takie momenty, gdy nie jestem w stanie zmotywować się do pisania czy nagrywania. Gdybym traktował to jako pracę, pewnie zmuszałbym się, uznając to za swój obowiązek, ale Spesalvi to moja pasja, a nie moja praca, więc daję sobie prawo do przerw.

Potem znienacka wraca chęć do pisania. Czasem coś mnie zachwyci, a czasem niemiłosiernie wkurzy. Tym razem zabrałem się za pisanie z tego drugiego powodu.

Nie będę przez litość rozpisywał się na temat arcybiskupa generała Leszka Sławoja Flaszki Głodzia, bo właściwie chyba wszelkie słowa krytyki publicznie już padły, a i tak – jak zwykle – Kościół hierarchiczny nic w tej sprawie nie zrobi, przeczekując kilka miesięcy, aż metropolita gdański osiągnie wiek emerytalny. Pominę też kolejne wyskoki arcybiskupa Marka Zarazę Jędraszewskiego – zarówno jego wypowiedzi na temat osób LGBT jak i historia ze zwolnieniem pracownic są po prostu całkowicie kompromitujące dla niego jako człowieka, kapłana i biskupa.

Domniemane świętokradztwo

Pierwsza sprawa to historia z Bełchatowa. W czasie wieczornej poniedziałkowej mszy trzynastoletni chłopiec przyjął do ust Komunię Świętą, po czym dyskretnie wypluł ją i schował do kieszeni. Zauważył to ksiądz i w kościele rozpętało się piekło. Było przesłuchiwanie chłopaka na okoliczność tego, kiedy ostatnio był u spowiedzi – nie pamiętał oraz motywu wyplucia – początkowo nie umiał wyjaśnić, potem tłumaczył to bólem zęba. Księża ganiali dziecko po całym kościele, gdy próbowało uciec, wezwano policję, a potem w obecności przytomnych funkcjonariuszy, którzy nie stwierdzili złamania prawa, zmuszono chłopca, by jednak opłatek połknął.

Ta kwestia ma wiele płaszczyzn, na których zadziało się coś złego.

Mamy trzynastolatka, który robi rzecz faktycznie z punktu widzenia nauki Kościoła nieakceptowalną. Trzynaście lat, czyli od co najmniej sześciu uczestniczy w katechezie. Uczestniczy i nie wie, że tak nie wolno, że to jest ważne? Albo – przyjmując założenia księży – wie i mimo to tak postępuje? Cóż, katecheci nie spisali się, najdelikatniej ujmując.

Wielu księży w internetowych komentarzach przytaczało kanon 1367. Kodeksu prawa kanonicznego:

Kto postacie konsekrowane porzuca albo w celu świętokradczym zabiera lub przechowuje, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa, zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej; duchowny może być ponadto ukarany inną karą, nie wyłączając wydalenia ze stanu duchownego.

Wielu komentujących, a sądząc z dostępnych w mediach opisów zdarzenia, przede wszystkim księża z Bełchatowa, założyli z góry złą intencję chłopca. Dla jasności: ja nie wiem, jaka była jego intencja, ale nie zakładam z góry, że miał on „cel świętokradczy”. Jezuita ojciec Krzysztof Mądel SJ podpowiada na przykład możliwość taką, że chłopiec po przyjęciu komunii uświadomił sobie, że nie może przyjąć jej godnie i dlatego wyjął ją z ust. Miałoby za tym przemawiać to, iż indagowany potem przez duchownych nie umiał przypomnieć sobie, kiedy ostatnio był u spowiedzi. Oczywiście, wcale nie musiało tak być. Mogło być i tak, że miał złe intencje. Tego jednak nie wiemy. Dla mnie problemem jest to, że z góry zakładamy złą wolę.

Oczywiście, księża – i to chciałbym bardzo jasno podkreślić – powinni byli zareagować na to zdarzenie. Problemem nie jest to, że zareagowali, ale – jak to zrobili. Mówimy o zdarzeniu, które miało miejsce podczas wieczornej mszy w dzień powszedni. Nie było to więc żadne spektakularne publiczne zgorszenie wymagające radykalnej i publicznej reakcji. Można było to załatwić łagodnie i dyskretnie.

Ich sposób reakcji świadczy o niedouczeniu i braku przygotowania do pracy. Zabrakło im wiedzy o tym, co należy zrobić z konsekrowanym opłatkiem, jak rozmawiać i postępować z dziećmi, a nawet wiedzy prawnej: Osoby duchowne nie są uprawnione do przesłuchiwania małoletnich, a tym bardziej do ograniczania ich wolności. Zabrakło wyczucia, empatii i intuicji. Cała sytuacja okazała się porażką duszpasterską, prawną i wizerunkową. Porażką, do której dojść wcale nie musiało.

Z premedytacją pomijam tu sam wątek włączenia w to policji. Napisano o tym bardzo dużo. Ja mogę tylko być wdzięczny funkcjonariuszom, którzy zachowali zdrowy rozsądek i po przybyciu na miejsce dokonali racjonalnej oceny sytuacji, czyli uznali, że nie ma żadnych podstaw do ich interwencji.

Zaprzeczenie Ewangelii

Jeszcze mocniej wstrząsnęła mną historia, która wydarzyła się w katedrze pod wezwaniem świętych Stanisława i Wacława w Świdnicy. Przed Mszą Świętą do zakrystii weszła bezdomna kobieta, prosząc o pomoc. Wedle relacji domagała się tej pomocy dość natarczywie i mimo wielu „próśb” odmówiła opuszczenia zakrystii. Co zrobili dzielni kapłani? Wezwali Straż Miejską.

Na szczęście strażnicy okazali więcej mądrości i wrażliwości niż księża. Porozmawiali z kobietą i zaproponowali jej pomoc. Następnie przewieźli starszą panią do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i przekazali pracownikom socjalnym, a ci zaopiekowali się potrzebującą.

Kiedy czytałem o tej historii, przypomniał mi się natychmiast stosowny fragment Ewangelii według świętego Mateusza:

Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!
Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.
Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!
Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.”
Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

Mt 25, 31-46

Zastanawiam się, jak ci „dzielni” kapłani, którzy tak „bohatersko” „bronili” zakrystii przed bezdomną kobietą, staną kiedyś przed swoimi parafianami, by w homilii odnosić się do tego fragmentu Ewangelii. A ten moment kiedyś przecież przyjdzie.

Obawiam się, że – i to wydaje się najgorsze – nie będą mieli z tym żadnego problemu. Sytuacja w zakrystii w ich głowach zapewne nijak nie łączy się z tym, czego nauczał Pan Jezus. Nie wierzę bowiem, by ktoś mógł mieć ten fragment Ewangelii, bardzo przecież istotny, w głowie, a jednocześnie postąpić tak jak oni, bo to się po prostu wzajemnie wyklucza.

A przecież – i to trzeba jasno wskazać – owi księża zaprzeczyli nauczaniu Pana Jezusa i sami niejako ustawili się po Jego lewej stronie. Jeszcze jaśniej to ujmując: w osobie bezdomnej kobiety stanął przed nimi sam Zbawiciel, a oni Go odrzucili. Nie nakarmili, nie napoili, nie odziali, nie przyjęli. Zamiast tego wezwali Straż Miejską, by Go zabrała, bo przeszkadzał im w przygotowaniu do odprawienia Mszy Świętej. Czy może być coś bardziej paradoksalnego?

Znam osobiście wielu wspaniałych księży – mądrych, żyjących Ewangelią, zaangażowanych w swoją niełatwą pracę i kompetentnych w tym, co robią. Jeszcze więcej takich duchownych poznaję dzięki prowadzonej przeze mnie na Facebooku stronie Fajny Ksiądz. Takich kapłanów jest naprawdę wielu. Warto ich doceniać, pokazywać i pamiętać, że są.

Jednak ci, o których pisałem w tym tekście, ale też np. ksiądz, który bił uczennicę dziennikiem po głowie, księża, którzy próbują odebrać ofierze molestowania seksualnego przez ich współbrata odszkodowanie, gadający podłości i głupoty biskupi – oni wszyscy niszczą wizerunek kleru. I to nie chodzi tylko o to, że przypadki negatywne są bardziej spektakularne, a media nagłaśniają je chętniej niż historie mądrych i dobrych księży. Tych przypadków złych jest tak dużo, że trudno nie uznać, iż mamy problem.

To kwestia wiedzy, formacji seminaryjnej i tej po święceniach naszych kapłanów. I z tym jest, nie ma co ukrywać źle. To kwestia życia wiarą, Ewangelią, a raczej – życia i działania w sposób sprzeczny z tym, czego uczy nas Pan Jezus. To również kwestia przełożonych. O ile bowiem na sytuację w Bełchatowie zareagował, choć z opóźnieniem, rzecznik kurii, zapowiadając przy tym działania biskupa, to już w Świdnicy żadnej reakcji nie było, choć sytuacja dotyczy katedry, czyli świątyni biskupowi najbliższej.

I właśnie dlatego wstyd mi za księży, wstyd mi za biskupów.

Redaktor Wojciech Szeląg, z którym tak często uroczo i pięknie się różnimy, spytałby mnie zapewne, co zamierzam w tej sytuacji zrobić i jak mogę dalej przyzwalać na takie sytuacje, pozostając w Kościele. Pozostaję w Kościele, bo to jest mój dom i żaden, nawet najgłupszy czy najgorszy, ksiądz albo biskup tego nie zmieni. W Kościele jestem wszak dla Pana Jezusa, a nie dla kleru. A co zamierzam robić? To, co mogę: modlić się w intencji nawrócenia naszych duszpasterzy oraz reagować, choćby pisząc teksty takie jak ten.

(Visited 556 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie jest tak źle

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.