Home»Twórczość»Muzyka»Jezus malusieńki

Jezus malusieńki

0
Shares
Pinterest Google+

Wielu ludzi chciało stać się bogami, ale tylko jeden Bóg zechciał stać się człowiekiem. Lubię święta Bożego Narodzenia – może właśnie dlatego, że przypominają o tym wydarzeniu.

Ludzie często mówią o magii świąt Bożego Narodzenia. Nie ma żadnej magii. Jest misterium świąt Bożego Narodzenia. Według Słownika Języka Polskiego PWN misterium to tajemniczy obrządek lub niezrozumiałe, tajemnicze zjawisko. Tak. Boże Narodzenie to zjawisko zdecydowanie tajemnicze i niezrozumiałe, a przynajmniej – trudne do zrozumienia.

No, bo jak zrozumieć to, że Bóg, który jest wszechwiedzącym i wszechmogącym Stwórcą i Władcą całego świata postanawia stać się człowiekiem? Ksiądz Mieczysław Maliński powiedział swego, że oto Garncarz zachciał zostać garnkiem. Ba! Przecież, jeśli już miał taki kaprys, to przecież mógł pojawić się jako wielki król, a On wybrał drogę inną – pojawił się jako noworodek, jako bezbronne dziecko, w jaskini, którą dziś nazywamy stajenką.

Dziecko jest z natury bezbronne. Rodzi się i nawet samo nie zje, trzeba je nakarmić. Gdy zrobi kupę, ktoś musi je przewinąć, inaczej odparzy sobie pupę w pieluszce, o ile ktoś je w tę pieluchę zawinie. A jeśli dziecka nie zechcą i zostawią bez opieki, umrze. Tak postanowił pojawić się na świecie Bóg.

Dzieci do dziś nie mają praw. Mamy co prawda oczywiście Konwencję o prawach dziecka, ale mało kto jej przestrzega, a gdy dorośli słyszą o prawach dziecka, zawsze dodają, żeby lepiej mówić o obowiązkach, a każde prawo otoczą tyloma zastrzeżeniami, że de facto przestaje ono działać. O ile dziś przynajmniej stwarzamy pozory, to w czasach, gdy rodził się malusieńki Jehoszua, dziecko nie miało żadnych praw. Wszechmogący Bóg postanowił wyzbyć się jakichkolwiek praw.

Bóg pojawił się na świecie nie tylko jako dziecko, ale – w ludzkim rozumieniu – jako dziecko z nieprawego łoża. Gdyby nie wiara Józefa, który zaufał aniołowi mówiącemu doń we śnie, Maryja zostałaby objęta absolutną infamią jako cudzołożnica, a owoc jej żywota – Jezus stałby się pozbawionym ludzkich praw bękartem.

Bóg w pełni zaufał człowiekowi, stając się człowiekiem. To właśnie wspominamy w Boże Narodzenie.

Te święta są u mnie od pewnego czasu na ogół momentem trudnym. Jakoś tak się składa, że nakładają się na czas kryzysu wiary. Ten kryzys nie wiąże się z istotą świąt, po prostu jakoś tak łączy się w czasie.

Rok temu było nieco inaczej. Z jednej strony było trudno, bo miałem na nodze bransoletkę tak zwanego dozoru elektronicznego, elektroniczną smycz, która nie pozwalała wyjść z domu. Bardzo chciałem iść na pasterkę, ale nie mogłem, bo próg mieszkania mogłem przekroczyć w określonej przez sąd porze dnia. Ale z drugiej strony, byłem bardzo szczęśliwi, że spędzam święta w domu, z moją żoną, moimi dziećmi, bo zakładałem, że spędzę je w więzieniu.

W tym roku nie mam takich ograniczeń, ale nie czuję, bym przeżył dobrze czas Adwentu i bym przygotował się do Bożego Narodzenia. Tak, przytłoczyła mnie choroba, ból kręgosłupa, z którym zmagam się od dwóch miesięcy i z którym funkcjonuję tylko dzięki silnym lekom przeciwbólowym. Wiem jednak, że mogłem przygotować się lepiej, ale choroba stała się doskonałą wymówką.

Wszedłem w okres świąteczny z takim poczuciem winy. Jednocześnie jednak wszedłem z takim poczuciem, że, cokolwiek bym w swoim życiu nie narozrabiał, to Pan Jezus i tak już się narodził, i tak Bóg stał się człowiekiem, po to, by w końcu z ludzkich rąk zginąć, a potem zmartwychwstać i by nas, ludzi, w tym mnie, zbawić.

Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

Mt 16, 3

Ile razy przypomnę sobie ten cytat, mam poczucie, że my wszyscy, w tym i ja, nie doceniamy znaczenia teologii dziecka. To, że Bóg objawił się jako dziecko, ma znaczenie znacznie bardziej doniosłe, niż mogłoby nam się zdawać.

Objawił nam się Bóg, który robi kupę i potrzebuje pomocy, by w niej potem nie leżeć. Objawił nam się Bóg, któremu się ulewa po jedzeniu, a jeśli go nie nakarmić – będzie płakać z głodu. Objawił nam się Bóg, który słucha się rodziców, uczy się chodzić, a początkowo nie umie mówić i komunikuje się płaczem.

Bóg kojarzy nam się wzniośle. Kupa zdecydowanie nam do Niego nie pasuje. A On pokazuje nam, że pasuje jak najbardziej. Bóg kojarzy nam się, słusznie zresztą, jako Wszechmogący, a On pokazuje nam, jak wielka moc tkwi w pokazaniu całkowitej bezbronności i bezradności. Bóg kojarzy nam się z wielkością, a On pokazuje nam, że wielkość bywa malusieńka.

I dlatego na koniec przygotowana przeze mnie ambientowa wersja kolędy „Jezus malusieńki”, którą to kolędę bardzo lubię.

(Visited 50 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kto wie, co sądzi Bóg? - o mowie noblowskiej Olgi Tokarczuk

Następny tekst

Bóg się zmienia