Home»Wiara»Bóg się zmienia

Bóg się zmienia

0
Shares
Pinterest Google+
Ksiądz Przemek Kawa Kawecki SDB - Kawa z Bogiem
Ks. Przemek „Kawa” Kawecki SDB – „Kawa z Bogiem” – kup ebooka

Czytałem sobie ostatnio książkę, którą ks. Przemek „Kawa” Kawecki napisał razem z Katarzyną Szkarpietowską „Kawa z Bogiem”. Jeden z rozdziałów opisuje bliską mi wizję Pana Boga jako kochającego Ojca, który nie chce, by Jego dzieci bały się Go, ale – by Mu ufały, kochały Go i chciały być z Nim blisko.

Miło przeczytać u kogoś mądrzejszego coś, co pokrywa się z tym, o czym sam już tu na blogu pisałem. Zawsze to +100 do samozachwytu. Ego miło połechtane.

Pisałem o tym kiedyś w tekście o sakramencie pojednania, w którym głównie skupiałem się na formułce „obraziłem Pana Boga następującymi grzechami”.

Bóg, który strzela focha

Ale, uwierzcie, nie chodzi mi tym razem wcale o przechwałki, jak to mądrzejsi ode mnie piszą to, co ja pisałem, co miałoby niby świadczyć o mojej mądrości. Przyjemna to koncepcja, ale nie o nią jednak chodzi, a poza tym jest to koncepcja mocno zwodnicza.

Czytając ten fragment u księdza „Kawy” poczułem bowiem nieprzyjemne ukłucie, że to nie jest mimo wszystko tak cukierkowo, jak mogłoby się wydawać.

W Edenie Pan Bóg oddaje cały ogród człowiekowi, uprzedzając go jednak: „z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz.” (Rdz 2, 17) Jak wiemy, Adam i Ewa nie posłuchali. Kiedy przeczytamy dalszy ciąg historii, czyli Rdz 3, 16-21, to nie dostrzeżemy tam raczej rodzicielskiego smutku i wyciągnięcia na spokojnie naturalnych konsekwencji, ale gniew i surową karę. Ba! Sięgnijmy po samą końcówkę tego rozdziału:

Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki». Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia.

Rdz 3, 22-24

Przeczytawszy ten krótki monolog Pana Boga, wróćmy do początku tego rozdziału, do dialogu między wężem a Ewą:

A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».

Rdz 3, 1-5

Przeczytane razem nie brzmi zbyt dobrze. Swoją drogą, jaki ojciec wyrzuca swoje dzieci z domu przy pierwszym nieposłuszeństwie, karząc je przy tym dotkliwie i boleśnie?

Zostawmy jednak Adama, Ewę, węża i Pana Boga w raju. Idźmy dalej, pozostając jednak w Księdze Rodzaju.

W Księdze Rodzaju mamy też znaną wszystkim historię Noego, potopu i arki. Zaczyna się od tego, że Bóg postanawia wyznaczyć granice życia człowieka. Ustala, że ludzie nie mogą żyć dłużej niż 120 lat. Potem zaś ocenia swoje dzieło i podejmuje decyzję o jego zniszczeniu:

Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: «Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem».

Rdz 6, 5-7

Wyobrażacie sobie kochającego ojca, który uznaje, że jego dzieci zeszły na złą drogę, więc należy je wszystkie zabić? Przyznam, że ja jakoś nie za bardzo…

W tejże samej Księdze Rodzaju czytamy, że początkowo ludzie na całej Ziemi mówili jednym językiem. Dogadali się i postanowili zbudować wieżę. Wieża ta miała być znakiem, który by ich łączył, aby nie rozproszyli się. Nie chodziło wcale o to, by, jak się utarło, zrównać się z Panem Bogiem, ale właśnie o zachowanie jedności. I co się wówczas dzieje?

A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: «Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!»

Rdz 11, 5-7

Dzieci chcą się jednoczyć, tworzyć wspólnotę, a ich rodzic wprowadza między nich niezrozumienie, konflikt, rozdziela je, bo boi się, że mogłyby stać się zbyt mądre, zbyt dobre i zrównać z nim. Ktoś chce mnie przekonać, że to jest postawa kochającego rodzica? Motywacja Pana Boga wydaje się tu podobna do tej z Edenu.

Czy Egipcjanie jako ludzie byli dziećmi Boga? Wydawałoby się, że tak. Sami siebie przecież nie stworzyli. Żeby ratować dzieci przez siebie faworyzowane rodzic na inne zsyła potworne plagi.

Czy ojciec zakłada się ze swoim wrogiem i doświadcza swoje dziecko najgorszymi cierpieniami, aby wykazać, że to dziecko i tak będzie kochać? Tak przecież czyni Bóg z Hiobem.

Takich przykładów można wymienić oczywiście więcej. Jasne, można schować się za prostym i wygodnym tłumaczeniem w konwencji „niezbadane są wyroki Boskie”, czyli że On ma plan, a my, maluczcy i głupiutcy, tego planu po prostu nie rozumiemy, że przykładamy ludzką miarę do spraw, które ludzkiemu pojmowaniu się nie poddają. Można, ale to jest pójście na łatwiznę.

Kiedy więc czytałem pięknie brzmiące słowa księdza „Kawy”, wszystko we mnie buntowało się przeciwko tej wizji kochającego Ojca. A z drugiej strony przecież właśnie w takiego Pana Boga wierzę. Tak czuję i rozumiem moją z Nim relację.

Jedyne wyjaśnienie, jakie rodzi mi się w głowie, jest takie: Bóg się zmienia.

Brzmi jak herezja? Nie szkodzi.

„Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.”

J 3,8

Skoro tak, to w swoich poszukiwaniach pozwalam umysłowi błąkać się najdziwniejszymi nawet ścieżkami. Potem zawsze można przecież naprostować.

Tak, wiem: Bóg jest wszechmogący, wszechwiedzący i doskonały. Wiem też jednak, że Bóg jest miłością. A miłość jest dynamiczna, miłość zmienia tego, kto ją odczuwa. Dlaczego nie miałaby zmieniać Pana Boga? Pan Bóg jest w trzech osobach. Trójca Święta to jeden byt złożony z trzech bytów połączonych miłością. Miłość jest kluczem. Skoro miłość zmienia, to wierzę, że i Pan Bóg może się zmieniać.

Gdy popatrzymy na Pana Boga w Starym Testamencie i porównamy Go z tym, jakim widzimy Go w Nowym Testamencie, to trudno nie dostrzec różnicy. Z miłości Bóg dokonał Wcielenia. Pozostając w pełni Bogiem, stał się w pełni człowiekiem. Czy założenie, że takie doświadczenie mogło mieć na Niego wpływ, jest aż tak absurdalne, by je a priori odrzucić? Skoro Pan Bóg jest Ojcem, to może jako Rodzic uczył się nas, swoich dzieci i relacji z nami, to kierowany wielką miłością chciał być dla nas jeszcze lepszym rodzicem, szukał sposobu na to, by budować więź z nami?

Mnie taka wizja zachwyca. Nie wiem, czy jest zgodna z ortodoksją, czy też pachnie herezją. Myślę sobie jednak, że Dobry Ojciec nie będzie miał mi za złe takiego myślenia o Nim. Zwłaszcza że to myślenia pozwala mi przezwyciężać kryzys, z którym przyszło mi się mierzyć i ulepszać relację z Nim.

Photo by Mike from Pexels
(Visited 32 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Jezus malusieńki

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.