Home»Wiara»Czas ciszy i czekania

Czas ciszy i czekania

1
Shares
Pinterest Google+

Wielka Sobota to czas dla większości chrześcijan dziwny. Tak jakoś nie za bardzo wiadomo, co z nim zrobić i o co w nim chodzi. O Wielkim Czwartku czy Wielkim Piątku to wiemy niemal wszystko. Wielkanoc – to samo. A ta sobota to jakaś taka dziwna.

Pan Jezus już umarł. Jego umęczone ciało leży w grobie.

Sobota to czas rozpaczy, zawodu, strachu, wstydu, samotności.

Kochali Go przecież. Mieli swoje wady, błądzili, ale kochali. Wiedzieli, co Go spotkało. Jak Go poniżano, jak bito, jak cierpiał niosąc krzyż przez miasto, jak boleśnie umarł. Nie ma Go. Odszedł. Ten, którego kochali, dla Którego porzucili całe swoje wcześniejsze życie.

Wszystko się rozwaliło. Wszystko, co sobie uczniowie zbudowali, zwłaszcza w głowach. Marzenia legły w gruzach. A miało być tak pięknie! Mesjasz miał być, Król Izraela… No, pewnie naród miał pogodzić, wszystkie stronnictwa wzajemnie się zwalczające, na czele tego pogodzonego narodu miał stanąć do walki i pogonić Rzymian. Wolność miała wrócić. I wtedy miał zasiąść na tronie. A oni… no, wiadomo, zasłużeni, najbliżsi, wspieraliby go dalej na wysokich urzędach, otoczeni godnością i podziwem.

„Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz Mu o swoich planach” – powiadają. Nie wiem, czy w tamtym czasie Panu Bogu było do śmiechu, choć myślę sobie, że mogło, bo On przecież wiedział, co się wydarzyło i rozumiał. Ludzie nie.

Pouciekali z ogrodu Getsemani, inni w ogóle tam nie dotarli, rozpierzchli się po mieście, a w końcu zebrali w wieczerniku. Jeszcze niedawno siedzieli z Nim podczas sederu. Obmywał im nogi, czego do końca pewnie nie rozumieli, dzielił chleb i wino, mówił do Nich. A teraz siedzą zamknięci, w ciszy, żeby tylko rozjuszony tłum nie zorientował się, że tu są, żeby wrogowie nie przyszli teraz po nich i nie zgotowali im takiego samego losu jak Nauczycielowi. Uciekali, jeden nawet dotarł nagi, bo stracił szatę podczas ucieczki. Piotr trzy razy się wyparł swojego Mistrza. .

Jeszcze niedawno licytowali się, kto bardziej Go kocha, kto bardziej zasługuje w związku z tym na zaszczyty, gdy już wygrają. Teraz, zamknięci w wieczerniku, nie tylko boją się o swoją przyszłość, nie tylko wciąż na nowo przeżywają rozpacz i zawód, ale też czują gorycz wstydu. Zawiedli, zdradzili, wyparli się. Żaden z nich nie stanął w Jego obronie. Jedynie Judasz, ten, który zdradził, tak godny przez to w ich oczach pogardy, miał odwagę pójść do kapłanów i rzucić im w twarz, że zabijają Niewinnego. A oni, ci wybrani, ci herosi, zostali ze swoim wstydem.

Może i nawet rozmawiają w tym wieczerniku, rozważają, ale tak naprawdę są sami. Sami jako grupa, ale też każdy z nich. Każdy musi sam mierzyć się ze strachem, wstydem, rozpaczą, rozczarowaniem. To nie tak łatwo teraz przyznać się przed sobą nawzajem, że się zawiodło. „Boże, mój Boże! Czemuś mnie opuścił?” – w ich sercach brzmi zapewne równie mocno jak to wykrzyczane przez Niego w chwili śmierci.

Oni tkwią uwięzieni w sobocie. Nie dociera do nich, co naprawdę wydarzyło się w piątek, a tym bardziej – co wydarzy się w niedzielę rano. Sobota jest jak najcięższe więzienie.

Ale ja na szczęście wiem. Sobota jest więc czasem ciszy w pełnym nadziei oczekiwaniu na wielką radość. Ale my nie lubimy ciszy, a jeszcze bardziej nie lubimy czekania. Dlatego zagłuszamy to w sobotę hałasem odkurzacza, natłokiem zajęć w kuchni. Byle tylko nie doznać ciszy, byle tylko nie czekać. A przecież cisza jest potrzebna, w ciszy najwięcej można usłyszeć. Dopiero w ciszy słyszę Pana Boga. Czekanie też jest potrzebne – to, co wyczekane, cieszy bardziej.

Chociaż więc trzeba przygotować święta – ugotować, posprzątać, to chcę w sobotę mieć też czas na ciszę, na czekanie. Ale chcę też mieć czas na wstyd, bo przecież ja też kocham, ale wypieram się i zdradzam Pana Jezusa. Mogę za to przeżyć ten czas bez rozpaczy. W tym roku jest też miejsce na strach. W czasach pandemii trudno go uniknąć. Boję się nie tylko choroby, ale też o swoją rodzinę, o pracę, finanse. To nie jest taki strach, jaki odczuwali apostołowie w wieczerniku, ale i tak ten lęk mnie jakoś do nich przybliża. Mnie on jednak nie musi paraliżować, bo w odróżnieniu od nich ja wiem, że po Wielkiej Sobocie przychodzi niedziela, że On zmartwychwstał.

(Visited 35 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie boję się śmierci, pragnę jej

Następny tekst

Przekłuwanie balonika