Home»Wiara»Przekłuwanie balonika

Przekłuwanie balonika

1
Shares
Pinterest Google+

W jednym z filmów o przygodach sławnego archeologia dr Henry’ego Waltona Jonesa Jr, zwanego Indiana Jones, zajmuje się on poszukiwaniem Świętego Graala, czyli legendarnego kielicha, z którego wedle przekazów miał pić Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy. Kielich ów przez twórców filmu obdarzony miał być magiczną mocą, zapewniając temu, kto się z niego napije, młodość oraz ratując życie.

Graal ukryty został jednak wśród wielu innych kielichów. Napicie się z niewłaściwego oznaczało śmierć. Czarny charakter tej opowieści wybrał źle i zginął na miejscu. Dzielny archeolog długo przyglądał się zebranym kielichom, aż pośród wielu pięknych i bogato zdobionych dojrzał jeden prosty, skromny, wręcz ubogi. I to był dobry wybór.

 

Oczywiście, Święty Graal to legenda, a przygodowy film to nie źródło teologiczne. Nie zmienia to jednak faktu, że autorzy scenariusza: Menno Meyes, Jeffrey Boam i sławny George Lucas wykazali się moim zdaniem całkiem niezłą teologiczną intuicją.

Jednym z tekstów, które mnie niezwykle poruszają, odkąd tylko go przeczytałem, jest opis spotkania proroka Eliasza z samym Panem Bogiem:

Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?»

1 Krl 19, 11-13

Kolejny taki tekst to fragment z Ewangelii według świętego Mateusza. Wyróżniłem zdanie kluczowe:

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie»

Mt 11, 25-30

Wisienką na torcie jest oczywiście sama historia wcielenia. Oto Bóg przychodzi na świat nie jako król w pałacu, ale jako bezbronne niemowlę w szopie, jako syn cieśli, a nie – kogoś możnego i silnego. Dorasta w biedzie i ciężkiej pracy. Jako Mesjasz podróżuje pieszo, a nie konno czy wozem, naucza ubogich, którzy za Nim idą, na uczniów wybiera ludzi prostych, a nie uczonych ze świątyni.

Tak. Bóg, w którego wierzę, lubi skromność, pokorę, cichość, woli biedę od bogactwa i słabość od siły. Bo ta Jego bieda i słabość są prawdziwymi bogactwem i siłą.

Zapewne to właśnie dlatego, choć uwielbiam barokowe kościoły, bo w ogóle lubię kicz, to nie za bardzo umiem się w nich modlić. Znacznie łatwiej przychodzi mi to w małym skromnym kościółku niż w okazałym i bogato zdobionym. Może dlatego tak uwielbiam świątki, czyli ludowe rzeźby? Kolekcjonował je mój świętej pamięci Dziadek, Jan Śpiewak.

Pewnikiem dlatego też, kiedy dostrzegam mocno nadmuchany balonik, przeczuwam, że Pan Bóg niebawem go przekłuje.

Czasem ten balonik to liturgiczny przerost formy nad treścią. Dość przypomnieć kardynała Raymonda Burke’a, miłośnika osobliwej współcześnie mody liturgicznej. Czasem dewocja i – jak by to nie zabrzmiało – modlitewny przerost formy nad treścią. Stąd też mój ogromny dystans do wszystkich modlitewnych wyzwań w stylu nowenny pompejańskiej. Czasem to balonik ewangelizacyjny polegający na zwracaniu uwagi na masowość imprez i akcji religijnych, a nie – na ich faktyczne przeżycie oraz wpływ na życie uczestników. Czasem zaś ten balonik to coś, co sam w sobie nadmuchuję, bo przecież – jak pewnie wielu ludzi wierzących – robię to notorycznie.

Za każdym z tych przypadków kryje się jakaś forma pychy, którą nie bez powodu zaliczamy wszak do grzechów głównych. Ale poza pychą kryje się w tym też właśnie zapomnienie o tym, jaki naprawdę jest nasz Bóg. A to jest już sprawa znacznie poważniejsza, bo mam poczucie, że wtedy człowiek popełnia grzech bałwochwalstwa, oddając cześć jakiemuś stworzonemu przez siebie bóstwu, a nie prawdziwemu Panu Bogu.

Papież-senior Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał Joseph Ratzinger, dekady temu przewidywał, że Kościół czeka zmiana, w wyniku której utraci on swoje wpływy w świecie oraz swoją masowość, stając się wspólnotą małą, ale za to zaangażowaną – jak u swoich początków. Głęboko wierzę w to proroctwo wielkiego teologa, bo to przecież też jest właśnie zapowiedź przekłucia balonika.

Photo by Ylanite Koppens from Pexels
(Visited 29 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Czas ciszy i czekania

Następny tekst

Warto rozmawiać