Home»Życie»Ty stymuluj mą łechtaczkę, a ja żołądź twego fallusa

Ty stymuluj mą łechtaczkę, a ja żołądź twego fallusa

0
Shares
Pinterest Google+

Zaczęło się wszystko w kwietniu. Chica Mala na swoim blogu opublikowała wówczas tekst pt. Posmak Diabła, czyli niebo w gębie. Tekst był, opartym na doświadczeniach własnych, poradnikiem dotyczącym seksu oralnego połączonego z połykaniem męskiego nasienia. Kilka dni temu na ten tekst odpowiedział Muszkieter tekstem pt. Dlaczego nie napiszę o długości penisa. Jako że między blogerami doszło wcześniej do pewnego starcia, a Muszkieter na końcu swojego wpisu podlinkował tekst Chici. (Chiki? – cholera, jak to odmieniać?), uznano to za atak i posypały się gromy na Muszkietera. Autorka bloga Archiwum Chaosu, choć, chyba w ramach solidarności jajników, stanęła w obronie blogerki, to opublikowała z kolei tekst pt. Nie sprzedaż bezcennego, w którym merytorycznie zgodziła się z blogerem.

Uch, wojenka blogerów jak ta lala. Tylko że zupełnie od czapy. Każde z nich napisało to, co sądzi na ten temat. Każde z nich ma prawo mieć taki pogląd i dać temu wyraz na swoim blogu. Pretensje do któregokolwiek z nich są więc pozbawione sensu. Muszkieter miał też prawo odnieść się do tekstu z innego bloga i podlinkować go, nawet jeśli było to podszyte drobną złośliwością. Również autorka Archiwum Chaosu ma prawo z jednej strony krytykować Muszkietera za formę, a z drugiej – zgadzać się z treścią. Wszystko jest ok. Dym był niepotrzebny.

Do kilku rzeczy warto jednak się odnieść merytorycznie.

Zacznijmy od tego, że Chica i jej Diabeł są dorośli i sami ustalają kwestie, które dotyczą ich relacji oraz ich granic intymności. Skoro obojgu takie granice, jakie wyznaczyli, odpowiadają, to nic nikomu do tego i ocenianie tego jest bez sensu. Nie wasza sprawa.

Chica napisała poradnik. Poradniki są przydatne. Chyba. Trzeba by spytać czytelniczki jej bloga. Lub czytelników, tych nieheteroseksualnych. Na pewno natomiast bardziej przydatne i bardziej wiarygodne są poradniki oparte na przykładzie własnym niż napisane na wysokim poziomie ogólności.

Wyrażona przez autorkę Archiwum Chaosu opinia, że uchylanie drzwi do swojej alkowy niczego nie daje, jest nieprawdziwa. Jej nie daje. I to jest jej prawda. Ale innym dawać może. Niektórym nawet dużo. Niektórych to może nawet podniecać. To się nazywa ekshibicjonizm. W tej formie nie jest on przecież niczym złym.

Chodzi mi o to, aby język giętki Powiedział wszystko, co pomyśli głowa: A czasem był jak piorun jasny, prędki… (Juliusz Słowacki)

Mam wrażenie, że wciąż mamy w Polsce problem w rozmawianiu o seksie. Nie twierdzę, że dotyczy to wspomnianych blogerów, ale często wydaje mi się, że opowieści o chronieniu intymności alkowy są po prostu zasłoną dymną dla braku umiejętności rozmawiania o seksualności, nie tylko w przestrzeni publicznej, ale nawet w ramach związku.

Nawet sam język polski tego nam nie ułatwia. Do wyboru mamy albo terminologię medyczną, albo wulgaryzmy, albo słowa, które bardziej bawią niż kojarzą się ze zmysłowością.

Sorry, ale gdy słyszę o monologach waginy, to sobie wizualizuję gadającą waginę i mi się odechciewa. “Uprawialiśmy z moją partnerką petting”. Brrr. “Kochanie, a może być zrobiła mi małe fellatio?”. Brrr do kwadratu.

Wulgaryzmami epatować nie będę. Trudno posługiwać się nimi np. w dyskusji publicznej. Czasem, w intymnej sytuacji, mogą brzmieć nawet nieźle. Wyobraźcie sobie jednak sytuację czułego, zmysłowego, spokojnego seksu w romantycznej aurze. I nagle pada “kutas”. Razem ze słowem pada nastrój. A z nastrojem również opisany tym słowem narząd.

W języku polskim funkcjonuje wiele określeń potocznych. “Włóż swojego wacusia”. Wacusia? Że niby co? Będziemy chędożyć z Wacusiem? “Mizianie”. Pomiziać to można kotka za uszkiem.

Stopniowo “oswajane”, np. przez zdrobnienia, są słowa, które kiedyś uznawane były za wulgarne. O ile “cipa” nadal razi, to “cipka” powoli przestaje. Określenie “robić loda”, które kiedyś stanowiło językowe (nomen omen) tabu, dziś już razi coraz mniej.

Niezależnie od warstwy językowej, mamy problem w rozmawianiu o seksie, który wiąże się ze wstydem, z nieumiejętnością definiowania i komunikowania własnych potrzeb oraz brakiem otwartości na potrzeby drugiej strony, a także z utrwalonymi stereotypami.

  • Mężczyzna, który prowadzi bogate życie seksualne z dużą liczbą partnerek, jest OK, ale już kobieta w analogicznej sytuacji ciągle uznawana jest za dziwkę. Z taką umówimy się na jedną noc, ale przyjacielowi “na matkę jego dzieci” takiej nie zarekomendujemy. Dlaczego? O ile na ogół na opowieści o utrwalonych normach patriarchalnych dostaję wysypki, o tyle tu to określenie pasuje jak ulał. Kobieta ma takie samo prawo do bujnego życia seksualnego i zmieniania partnerów. To jej wybór.
  • Mężczyźni, jak wiadomo, masturbują się, ale “porządne kobiety” tego nie robią. Srsly?
  • Mężczyzna zawsze może, na pewno ma dużego i sztywnego na zawołanie. Ciekawe w takim razie, dlaczego segment leków pochodnych Viagry ma tak wysoki wzrost sprzedaży?

Warto uczyć się mówienia i słuchania o seksie. Warto oswajać się z językiem, szukać dobrych słów. Dlatego ja popieram Chicę (Chikę?) w tym sporze. Chica – pisz więcej.

(Visited 170 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Niebo to jest żart

Następny tekst

Podziwiam hejterów