Home»Wiara»Rodzinnie

Rodzinnie

0
Shares
Pinterest Google+

Tym razem do liturgii Słowa na dziś zerknąłem późnym piątkowym wieczorem. Wynotowałem fragment i zacząłem pisać. Ale było już późno, więc postanowiłem, że tekst muszę przeczytać jeszcze raz, na spokojnie, odłożyłem więc sobie jego publikację na później. Lepiej dopracować tekst niż publikować coś nieprzemyślanego i nieprzepracowanego, zwłaszcza że temat jest dla mnie ważny i szczególny.

(1 J 2,29-3,6)
Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, to uznajcie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego. Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty. Każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem. Wiecie, że On się objawił po to, aby zgładzić grzechy, w Nim zaś nie ma grzechu. Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał.

Miałem 14 lat, gdy umarł mój Tata. Nawet nie umiem napisać, jak bardzo to wydarzenie odcisnęło się na moim życiu. Ale nie o tym chciałem dziś pisać.

Pamiętam, że niedługo potem rozmawiałem z pewną koleżanką z licealnej klasy, która narzekała na trudne relacje ze swoim ojcem, skądinąd oficerem wojska. Relacje faktycznie były trudne. Pamiętam jednak, że w trakcie tej rozmowy powiedziałem zdanie, którego wagi wtedy do końca nie rozumiałem: “Zazdroszczę Ci, Ty przynajmniej masz na kogo narzekać.”

Przypomniałem sobie tę rozmowę czytając przytoczony fragment liturgii Słowa.

Fajnie jest mieć tatę. Relacja z ojcem jest zupełnie inna niż z matką. Inna, ale – wbrew temu, co niektórzy twierdzą – wcale nie mniej ważna. Ja wagę tej relacji doceniłem zbyt późno – gdy już mojego Taty zabrakło. I, choć go nie było, to więź przecież była, jest i będzie. Wciąż w myślach odwołuję się do tej więzi i często w myślach z nim rozmawiam.

Fajnie jest też pomyśleć, że jest jeszcze Tata szczególny. Tak, wiem, przyjęło się mówić “Ojciec”. Niby – to takie bardziej nasycone szacunkiem. Ale to nieprawda. “Tata” też jest słowem pełnym szacunku, połączonego z miłością i czułością. Taką, którą się odczuwa, ale i taką, którą się jest obdarzanym. Tak, fajnie mieć Tatę.

Przy tej okazji naszła mnie myśl kolejna. Jestem dzieckiem Pana B., a On jest moim Tatą (czy – jak ktoś woli – Ojcem). Jezus jest Jego Synem. Skoro tak, to wychodzi na to, że jest moim Bratem. Fajnie jest mieć Brata. Ta myśl jest dla mnie ważna. Może i wyda się komuś infantylna, ale pozwala mi w mojej drodze, w moich poszukiwaniach otworzyć się na nowy rozdział, z którym do tej pory nie umiałem sobie poradzić. Dzięki tej myśli mogę teraz powędrować również w stronę Ewangelii. Do tej pory tego nie umiałem. Ale i tak droga przede mną jeszcze daleka.

A, żeby wskazać, że te rodzinne skojarzenia to nie jest jedynie moja ekstrawagancja, wrzucam wywiad z Muńkiem Staszczykiem:

(Visited 76 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Zapiski historyczne

Następny tekst

Kryzysy na wodzie