Home»Wiara»Jest nadzieja

Jest nadzieja

0
Shares
Pinterest Google+

We środy chodzę sobie na spotkania wspólnoty. To taki dzień w ciągu tygodnia, na który czekam bardzo mocno. Bardzo kojące dla mnie są te spotkania z Najświętszym Sakramentem i czynione Nim błogosławieństwo. Bardzo ważne jest dla mnie wspólne czytanie Liturgii Słowa i dzielenie się refleksjami.

Bardzo często mam wrażenie, że Pan B. podsuwa mi swoje słowa – właściwe słowa w odpowiednim dla nich momencie. Za każdym bowiem razem w czytaniach trafiam na taki fragment, który idealnie pasuje do chwili: do tego, co przeżywam; do tego, co akurat czuję; do tego, o czym myślę; do tego, na czego odbiór jestem gotowy. O tym dawaniu przez Pana B. właściwych darów we właściwym czasie napiszę jeszcze osobny tekst, a tym razem skupię się na Psalmie 130, który odnalazłem w Liturgii Słowa na nadchodzącą niedzielę.

Psalm 130

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie,
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho
na głos mojego błagania.

Jeśli zachowasz pamięć o grzechu, Panie,
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby Ci służono z bojaźnią.

Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie,
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka,
niech Izrael wygląda Pana.

U Pana jest bowiem łaska,
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela
ze wszystkich jego grzechów.

Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia.

Od dłuższego czasu rozważałem problem spowiedzi. Długo mierzyłem się z tym sakramentem. Wreszcie poczułem, że mam w sobie taką gotowość. A mam się z czego spowiadać – wszak minęło wiele, wiele lat, odkąd byłem ostatni raz u spowiedzi. Gdy poczułem tę gotowość, poszedłem poprosić o spowiedź i pomoc w przygotowaniu się do niej. W toku tych przygotowań, rozważania, jakie grzechy mam do wyznania, okazało się, że nie jest oczywiste, czy mogę uzyskać rozgrzeszenie. Mój przyszły spowiednik, mając w tej mierze wątpliwości, poprosił o czas na przemyślenie i konsultację.

Przyznam szczerze, że w mojej głowie pojawiła się i mocno osadziła smutna myśl, że być może nie dane mi będzie uzyskać rozgrzeszenie i – co za tym idzie – zamknięta będzie dla mnie droga do Eucharystii. To była naprawdę silna obawa, a wizja taka przygnębiała mnie.

Rozważałem jednak przyniesiony mi w Liturgii Słowa Psalm. Rozmawiałem z Panem B., modliłem się. Prosiłem, ale zarazem mówiłem w myślach, że rozumiem, iż droga do rozgrzeszenia może być dla mnie zamknięta i, choć mnie to boli, to przyjmuję to. Tekst Psalmu dawał mi nadzieję: Jeśli zachowasz pamięć o grzechu, Panie, Panie, któż się ostoi? Ale Ty udzielasz przebaczenia, aby Ci służono z bojaźnią.

I kiedy już wychodziłem ze spotkania, podszedł do mnie mój przyszły spowiednik, by przekazać mi, że konsultował się w mojej sprawie, myślał o niej i uważa, że mogę przystąpić do spowiedzi z nadzieją na rozgrzeszenie. I już wiem, kiedy ten ważny dla mnie moment nastąpi.

I jak tu nie wierzyć w to, że rozmowa z Panem B. nie jest moim monologiem? Przecież widać, że On odpowiada. Psalm pokutny jest wszak tak naprawdę psalmem nadziei.

(Visited 88 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Biskup kontra feministka

Następny tekst

Dama, gentleman, savoir-vivre, kindersztuba - do lamusa