Home»Życie»Piątek piątunio i nienawidzę poniedziałków

Piątek piątunio i nienawidzę poniedziałków

0
Shares
Pinterest Google+

Co tydzień, gdy przychodzi piątek, mój strumień na Facebooku zalewa fala wpisów “piątek, piątunio”, wyrażających radość z rozpoczynającego się weekendu, w poniedziałek zaś dopada mnie zatrzęsienie statusów i memów odnoszących się do niechęci do poniedziałków i konieczności powrotu do pracy. Nijak tego nie rozumiem.

Oczywiście, na mój brak rozumienia wpływa w jakimś stopniu specyfika mojej pracy, w której nie ma tak naprawdę znaczącej różnicy między środą a sobotą. Tekst na stronie pojawić się musi, facebookowej strony trzeba pilnować, na blog wypada coś napisać. W weekend pracuję tak samo jak w ciągu tygodnia. No, z wyłączeniem niedzieli, bo “pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Choć i w niedzielę pewne rzeczy zawodowe zrobić po prostu trzeba. Ale nie o tym dzisiaj chciałem…

Przyjmijmy, że pracujesz 8 godzin na dobę, pięć dni w tygodniu. Doliczmy do tego średnio godzinę na dojazd i godzinę na powrót z pracy. Tygodniowo poświęcasz zatem swojej pracy 50 godzin. Doba ma 24 godziny, czyli tydzień to 168 godzin. Liczmy, że śpisz 6 godzin na dobę, czyli 42 godziny. Zostaje 126 godzin. 50 godzin ze 126. To daje 39,68%. Przyjmijmy dla uproszczenia, że tygodniowo sprawom zawodowym oddajesz 40% swojego świadomego czasu.

W każdy piątek, piątunio cieszysz się, że masz wolne od tego, czego nienawidzisz. W każdy poniedziałek wylewasz żal, że musisz do tego znienawidzonego wrócić. Nienawidzisz 40% swojego życia. Nie uważasz, że to smutne i przerażające?

Ktoś mi powie, że łatwo lubić pracę taką jak moja: Piszę, czytam, dyskutuję. Co to w ogóle za praca? Panie, kto to w ogóle za to, kurna, płaci? Nie wiem, czy łatwo lubić, czy niełatwo. Ja ją lubię. Lubiłem też swoją poprzednią pracę, choć dziś cieszę się, że już jej nie wykonuję, nawet jeśli wielu rzeczy mi brakuje. Lubiłem też wszystkie moje poprzednie zajęcia. Również mycie maszyn drukarskich czy babranie się w ściekach przemysłowych. (Tak, tak, taką pracę też wykonywałem.)

Etos pracy i pasja nie zależą od wykonywanego zajęcia. Będąc śmieciarzem można mieć poczucie misji – by miasto było wolne od śmieci. Można kochać naprawianie butów. Nawet pracując “na kasie” w Biedronce można mieć swoje ambicje, cieszyć się sukcesami. Etos i pasja nie zależą od tego, jak jesteś zmęczony, bo, tak, wiem, praca “na kasie” jest potwornie wyczerpująca. Babranie się w ściekach nie było przyjemne, ale lubiłem to, bo – jak sobie tłumaczyłem – dokładam w ten sposób cegiełkę do troski o środowisko naturalne.

To, co robisz w swoim życiu, jest pochodną Twoich decyzji. Często tych podjętych wcześnie, a czasem nawet nieświadomie. Odpuściłeś sobie w liceum i zdałeś słabo maturę, przez co nie dostałeś się na wymarzone studia? Wybrałaś studia, kierując się radami cioci, wujka i podszeptami, na czym da się zarobić, a nie tym, co naprawdę chcesz w życiu robić? Zawaliłeś studia (jak ja)? To były Twoje decyzje. Ponosisz ich konsekwencje. To Twoje życie, Twoje decyzje, Twoje ich konsekwencje.

Ale to też Twoje nastawienie. Im częściej sobie powtarzasz, że nienawidzisz 40% swojego życia, tym bardziej ono Ci doskwiera. To nie chodzi o to, żebyś sobie wmawiał, że Twoje życie jest super, kiedy takie nie jest. Ale co zrobiłeś, żeby je zmienić? Co zrobiłeś, żeby polubić to, co masz? Czy spróbowałeś dostrzec w tym, co masz, pozytywy? Bo przecież we wszystkim da się dostrzec pozytywy.

Nawet gdy wszystko mi się wali, czasem z mojej winy, gdy wszystko muszę zaczynać od zera, również zawodowo, wciąż lubię swoje życie. Lubię 100% swojego życia. Spróbuj i Ty.

(Visited 129 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Dziękuję Ci, Jasonie

Następny tekst

Słowo ma siłę - 2.03.15