Home»Życie»Panta rhei

Panta rhei

0
Shares
Pinterest Google+

Panta rhei. Wszystko płynie. Nieubłaganie. Czy Ci się to podoba, czy nie. Nie wiem, jak Tobie, ale mnie właśnie się podoba. Uwielbiam upływ czasu.

Są tacy ludzie, znam takich naprawdę wielu, którzy nieustająco powtarzają, że chcieliby znów być młodzi. A ja wcale bym nie chciał. Rany! Za nic. Znów przechodzić to samo? A w życiu!

Nie jestem jeszcze bardzo stary, ale do młodzieniaszka też już od dawna mi daleko. Lubię te swoje 42 lata i za żadne skarby świata nie chciałbym mieć ich mniej. Więcej będę miał – to nieuchronne -we właściwym czasie. Czas wszak płynie (jak wszystko) – z każdym dniem, z każdą godziną, każdą minutą, każdą sekundą. I ja to mijanie czasu lubię – jak jasna cholera.

Niosę ze sobą swoje wspomnienia, doświadczenia, te dobre i te złe; niosę sukcesy i błędy, te małe i te duże; niosę zasługi i winy. Pakuję je w kuferki pamięci i strzegę ich, bo to są moje skarby, dzięki którym jestem tym, kim jestem, tu, gdzie jestem. Z każdego zła, którego doświadczyłem, często z własnej winy, wyszło jakieś dobro, na ogół bez mojej już zasługi.

Mam mnóstwo swoich starokawalerskich (choć jestem kawalerem z odzysku) nawyków. Czasami czuję się jak bohater filmu “Dzień świra”. Adam Miauczyński doskonale wie, że kawę powinno się mieszać siedem razy w lewą stronę, a następnie siedem razy w prawą. Albo na odwrót. Gdy się obudzę, muszę zmówić pacierz, potem gimnastyka, zawsze to samo, kawa, koniecznie rozpuszczalna, obowiązkowo w moim ukochanym wielkim kubku. Śniadanie. Papieros i poranne sprawdzenie poczty elektronicznej, prasówka, czy raczej – internetówka. Praca. Od rana do wieczora przy komputerze.

Już niedługo wszystkie te nawyki wywalę do kosza, zamieniając je na poranne wyprawianie dzieci do szkoły, wspólne, rodzinne kolacje oraz poszukiwanie chwil na bycie we dwójkę z moją Przyszłą Mądrzejszą Połową i momentów ciszy przeznaczonych na pracę. Oddam swoją odzyskaną starokawalerską wolność, zamieniając ją na coś znacznie piękniejszego i lepszego.

Ale nie stałoby się tak, gdyby nie ten cały bagaż, gdybym tych kuferków pamięci nie zapełnił i – co nie mniej istotne – nie mógł do nich sięgać w potrzebie.

W swoim życiu budowałem i rozwalałem. Czasem specjalnie, a czasem z głupoty. Byłem ponoć dobrze zapowiadającym się dziennikarzem, awansowałem, przez pewien czas kierowałem nawet, jako naprawdę młody człowiek, zespołem reporterów. Rzuciłem to, bo to zajęcie niszczyło mnie jako człowieka. Pamiętam, że ucieszyłem się z wybuchu bomby w bloku na jednym z warszawskich osiedli, bo brakowało mi tematu na czołówkę tygodnika i to wydarzenie zapełniło lukę. To był dla mnie sygnał alarmowy. Byłem też ponoć zdolnym PRowcem i copywriterem. Ale tego nie kochałem. Stworzyłem od zera fundację, pomagałem, robiłem, jak sądzę, dużo dobrego. Spieprzyłem to najbardziej, jak się dało. Z głupoty. Niektórzy twierdzą, że z wyrachowania, ale ja wiem swoje i – co ważne – mam poczucie, że ta głupota jest jeszcze gorsza od wyrachowania.

Tworzyłem związki, które rozwalałem lub pozwalałem im się rozpaść, bo żaden z nich nie okazywał się tym właściwym. Poznawałem ludzi, ale z czasem odcinałem się od nich, gdy czułem, że to nie jest prawdziwa przyjaźń, a czasami to ja byłem odtrącany. Próbowałem swoich sił w różnych aktywnościach, szukając swojej drogi. Byłem człowiekiem dalekim od religii, szukałem siebie w różnych wyznaniach, by w końcu odnaleźć swoje miejsce w tym, które poznałem jako pierwsze.

Szukałem. To wszystko wymagało czasu, który płynął. Bezlitośnie.

Dzisiaj zdrowie już nie to, co kiedyś. Tu cukrzyca dokucza, to problemy z sercem, z kondycją tak sobie. Na głowie pojawiły się już siwe włosy, a na twarzy zaczynają pojawiać się zmarszczki. Coraz częściej w mojej głowie pojawia się myśl o starości, lęk przed niedołężnością. Łapię się na tym, że wśród moich lektur i refleksji pojawia się coraz wyraźniejszy jest wątek odchodzenia. Nie, nie wybieram się na tamten świat, choć oczywiście nie mam pojęcia, kiedy przyjdzie mi wyruszyć w tę drogę.

Nie cieszą mnie problemy zdrowotne, nie ma co się tu oszukiwać. Mimo wiary myśl o umieraniu napawa mnie strachem, od którego żaden człowiek chyba nie zdoła się uwolnić. Ale to nie zmienia faktu, że lubię swoje życie – takie, jakie jest, w takim czasie i w takim wieku, jaki mam.

A teraz pomyśl sam o tym, gdzie jesteś, kim jesteś, co masz. Spróbuj wyliczyć, w myślach lub, jeśli wolisz, na kartce, wszystko dobre, co jest teraz w Twoim życiu; wszystko, co w nim lubisz, nawet najdrobniejsze rzeczy. Następnie zastanów się, z czego spośród wyliczonych pozytywów chciałbyś zrezygnować. Może z pracy? A może z żony, męża, chłopaka, dziewczyny? A może z dzieci? A może z paczki przyjaciół? Z domu? Z kota, psa, czy chomika? Z wiedzy? Z doświadczeń? Ze wspomnień? Co byłbyś gotów oddać?

Bo, wiesz, jeśli chcesz wrócić do wieku młodzieńczego, to wszystko to stracisz. Jeśli dokonasz innych wyborów, to istnieje spore ryzyko, że tego wszystkiego nie zdobędziesz. Na pewno tego właśnie chcesz?

(Visited 204 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 04.05.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 05.05.2015