Home»Kultura»Krzyż to plus, a nie minus

Krzyż to plus, a nie minus

0
Shares
Pinterest Google+

Dostałem do recenzji książkę. Oczywiście nie jako bloger, bo nikt normalny nie wysyła darów losu tak niszowym blogerom jak ja. Ale postanowiłem napisać o niej właśnie tu, bo wiem, że tekst wyjdzie zbyt osobisty, by publikować go jako zwyczajną informację w portalu.

Zacznijmy od tego, że nie chciałem jej czytać. Po pierwsze, nie lubię dziennikarzy, a autorka jest dziennikarką i to z grupy TVN, do której z powodów osobistych, zupełnie niepolitycznych, odczuwam pewną niechęć. Po drugie, czytanie opowieści o dziecięcych chorobach jest ciężkie, a ja ostatnio mam nastrój raczej na książki lżejsze. Długo leżała więc sobie ta książka na stoliku i czekała na swój czas.

Kiedy wreszcie zabrałem się do lektury, odrzuciło mnie już na samym początku. Tak już bowiem mam, że drażni mnie, gdy tekst pisany jest przez dorosłego “w imieniu” dziecka, a tu narratorem jest niespełna 5-letni chłopiec. Kiedy dorosły próbuje udawać dziecko, na ogół efekt jest, najdelikatniej określając, żałosny. Coś sprawiło jednak, że wziąłem książkę z powrotem do ręki. A kiedy to zrobiłem, przeczytałem ją prawie na raz.

Dlaczego podkreślam, że “prawie”? Musiałem robić krótkie przerwy. Ciężko czytać, gdy zaleje się okulary łzami. Trzeba je wytrzeć i dojść chwilę do siebie, żeby wrócić do lektury.

Mały chłopczyk, który rodzi się z wodogłowiem, uszkodzoną całą “okołomózgową hydrauliką” i wielkim glejakiem IV stopnia, czyli najwredniejszym z nowotworów.

Brygida Grysiak wcale nie epatuje łzawymi opisami bólu, choć trudno uciec od świadomości, że dziecko cierpi. Moje łzy wzięły się właśnie z tego, że tych opisów oszczędza. Będący narratorem chłopczyk, można odnieść wrażenie, wręcz bagatelizuje momentami cierpienie. Ale znacznie bardziej wzruszyła mnie miłość, ciepło, wiara, siła, którą ma rodzina Jureczka. Mama, tata, ciocie, babcie – tworzący zwarty front na wojnie o życie i zdrowie dziecka. Sprawna wojenna maszyna.

Tak naprawdę nie jest to jednak wcale książka o raku, o chorym dziecku, o walce z chorobą, choć oczywiście wokół tego toczy się opowieść.

Krzyż to plus,
a nie – minus.

Wynotowałem to zdanie, bo jego prostota, siła i mądrość mnie uderzyły, gdy tylko je przeczytałem.

Jednym z największych trudności jest zrozumienie cierpienia. Cierpienie jest czymś, czego na ogół nie umiemy zrozumieć, przeciwko czemu na ogół buntujemy się najbardziej. “Jak można nazywać Pana Boga dobrym, skoro zsyła na nas cierpienie” – myślimy często. Cierpienie dorosłego trudne jest do pojęcia, a co dopiero – cierpienie małego dziecka?

Niezwykle ceniony przeze mnie ksiądz Jan Kaczkowski, który o cierpieniu wie naprawdę dużo, powtarza zawsze, że Pan Bóg nie zsyła na człowieka cierpienia; że rak to nie jest coś, co Pan Bóg przydziela komuś na zasadzie “a, bo cię, Kowalski, nie lubię”. Rak to po prostu defekt natury. Przydarza się i może przydarzyć się każdemu.

To, co robi Pan Bóg, przekonuje ksiądz Jan, to pomaga człowiekowi i z tego, co trudne, wyprowadza dobro. O tym przekonuje też Jureczek, bohater książki Brygidy Grysiak. Z sytuacji, które mnie samego przerażały, gdy o nich czytałem, wynika dobro.

I o tym właśnie jest ta książka. Jak głosi hasło na okładce: “Ta książka jest po to, żebyś pokochał świat”.

Grysiak_Kochaja_mnie_popr
Książka na stronie Wydawnictwa ZNAK

(Visited 639 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Prawa człowieka zaczynają się od praw dziecka

Następny tekst

Cały naród wyręcza swoją policję