Home»Społeczeństwo»Warto rozmawiać

Warto rozmawiać

0
Shares
Pinterest Google+

To jest tekst przedwyborczy, ale obiecuję, że nie będę agitował za żadnym kandydatem ani nawet namawiał nikogo do udziału w wyborach. Nie zdradzę też, na kogo zamierzam głosować, ani na kogo za żadne skarby mojego głosu bym nie oddał.

Nie ma to zresztą żadnego znaczenia, bo coraz częściej odnoszę wrażenie, że z politykami jest tak jak ze świniami u Orwella. Różni ich co najwyżej to, kto ile czasu potrzebuje, by nie tyle się ześwinić, co zeczłowieczyć. Słowo ześwinić wydaje mi się bowiem wyjątkowo niesprawiedliwe wobec zwierząt, którym zawdzięczamy szynkę i boczek wędzony. A skoro tak, to możemy co najwyżej wybierać tych, którym ten proces upodlenia zajmie więcej czasu, więc dają nadzieję, że zdążą zrobić cokolwiek dobrego. Jako że gwarancji nie dają, to w zasadzie to i tak bez różnicy. No, ale ja nie o tym przecież chciałem.

Niedawno pewna moja znajoma, osoba wierząca, spotkała jednego z liderów lewicy, człowieka głoszącego hasła mocno antykościelne. Po tym spotkaniu podzieliła się ze światem opinią, iż człowiek ten okazał się osobą niezwykle sympatyczną i, choć każde z nich pozostało przy swoim stanowisku, to rozmowa była miła. I ta historia zainspirowała mnie do napisania tekstu.

Nie wiem, czy to tylko mi się tak wydaje, ale odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy już nie tylko publiczne debaty polityków i dziennikarzy, nie tylko internetowe spory o wszystko, ale nawet codzienne rozmowy zmieniły się – ich celem stało się przekonanie, a jeszcze częściej pokonanie rozmówcy. Stąd ta wszechobecna moda na określanie rozmów jako “zaoranie” czy “masakrowanie”.

Przekonanie lub pokonanie rozmówcy. Warto zwrócić uwagę: nie ma tu miejsca na taką możliwość, że to rozmówca nas przekona. Wchodzimy w rozmowę z założeniem, że albo go przekonamy, albo pokonamy. Sęk w tym, że nasz rozmówca ma dokładnie to samo założenie, więc o jakichkolwiek szansach na porozumienie nie ma mowy.

Jasne, są sytuacje, w których rzeczywiście nie dopuszczamy możliwości, że ktoś nas namówi do zmiany zdania. Jeśli ktoś przyjdzie do mnie z zamiarem przekonania mnie np., że Pana Boga nie ma, to oczywiście nie ma na to szans.

Przekonanie lub pokonanie. Na ogół do rozmowy warto wchodzić z założeniem, że my przekonamy, ale z otwartością na to, że nas przekonają. Rozmowa ma jednak sens również wtedy, gdy nie dopuszczamy możliwości zmiany naszych poglądów. I nie chodzi o to wtedy, by oponenta pokonać, by go upokorzyć, wdeptać w ziemię i pokazać urbi et orbi, że to głupiec, podlec i ogólnie ladaco, a do tego zdrajca ojczyzny, a w ogóle Żyd i cyklista.

Zapominamy o tym, że rozmowa ma sens również wówczas, gdy jej celem jest chociażby poznanie argumentów strony przeciwnej, że – jak mawiał ksiądz Józef Tischner – można “różnić się pięknie”. Czasem nie musimy się przekonać, nie musimy dojść do porozumienia, możemy jedynie sformułować protokół rozbieżności.

Wśród moich Twitterowych dyskutantów są takie osoby, z którymi w poglądach różni nas prawie wszystko i w większości przypadków nie mamy najmniejszych szans na porozumienie. Wcale zresztą do niego nie dążymy. Sama wymiana argumentów, czasem nawet drobnych przytyków czy szpil, gdy obie strony wzajemnie się szanują, może być po prostu intelektualną rozrywką, która sprawia frajdę. Kiedyś ludzie walczyli na szable i szpady, żeby się zabić lub ranić. Dziś tego nie robią, ale przyznam, że pojedynki szermiercze zawsze zachwycają mnie swoim pięknem. Ta wymiana ciosów służy właściwie wyłącznie swej krasie.

Pewien znany osobnik telewizyjny, bo słowo “dziennikarz” absolutnie do niego nie pasuje, swoim programem zohydził hasło, które ja zawarłem w tytule tekstu, a on – w tytule programu. (Prawda, że dyplomatycznie wybrnąłem i nie napisałem przecież wcale, że mam na myśli Jana Pospieszalskiego?) Głęboko jednak nadal wierzę, że naprawdę warto rozmawiać. Czasem – by kogoś przekonać, czasem – by dać się przekonać, innym razem – dla poznania cudzych argumentów lub uporządkowania własnych, a jeszcze innym – dla samej przyjemności rozmawiania.

Jak bardzo zmieniłoby się na lepsze nasze życie publiczne, ale i codzienne Polaków rozmowy, gdybyśmy o tym pamiętali.

(Visited 45 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Przekłuwanie balonika

Następny tekst

Sekielscy zasługują na nagrodę od polskiego Kościoła