Home»Społeczeństwo»Biskup Janiak jest kozłem ofiarnym

Biskup Janiak jest kozłem ofiarnym

0
Shares
Pinterest Google+

Gdy bracia Tomasz i Marek Sekielscy w swoim filmie “Zabawa w chowanego” oskarżyli kaliskiego biskupa Edwarda Janiaka o tuszowanie krzywdzenia dzieci w tej diecezji oraz o udział w aferze związanej z pochodzącym z archidiecezji wrocławskiej, a działającym również w diecezji bydgoskiej byłym już księdzem Pawłem Kanią, sprawa wydawała się jednoznaczna. Część moich znajomych broniła jednak biskupa Janiaka, twierdząc, że wszystko wyglądało zgoła inaczej, a hierarcha stał się kozłem ofiarnym.

Bezpośrednio po udostępnieniu filmu Prymas Polski arcybiskup Wojciech Polak skierował do Watykanu zawiadomienie w sprawie bp Janiaka. Przyznam, że trochę mnie to zaskoczyło. Stanowcza i słuszna skądinąd decyzja prymasa wykraczała bowiem poza postanowienia motus proprio Vos estis lux mundi, wedle którego taki ruch należał raczej do metropolity poznańskiego, czyli arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, pod którego jurysdykcję podlega diecezja kaliska.

Przyznam, że w pewnym momencie zacząłem sądzić, iż kaliski biskup faktycznie pełni funkcję kozła ofiarnego, choć pewnie nie do końca w takim znaczeniu, jakie przyjęli wspomniani wcześniej moi znajomi. Skontaktowałem się bowiem z kurią archidiecezjalną w Gnieźnie i spytałem, czy ksiądz prymas skierował podobne zawiadomienie w sprawie biskupa Jana Tyrawy, sufragana bydgoskiego. O ile bowiem diecezja kaliska nie podlega metropolii gnieźnieńskiej, to bydgoska już tak, a to na jej terenie działał Paweł Kania, choć bp Tyrawa musiał znać powody, dla których ksiądz ten został przeniesiony z archidiecezji wrocławskiej.

Rzecznik kurii gnieźnieńskiej poinformował mnie, że ks. Kania nie został inkardynowany do diecezji bydgoskiej i do końca pozostał księdzem archidiecezji wrocławskiej. Z tego też powodu wszelkie postępowania wokół jego sprawy miał prowadzić metropolita wrocławski, a nie gnieźnieński. Zwróciłem się więc z pytaniami do kurii we Wrocławiu. Ta również nie podejmowała żadnych działań ani wobec biskupa bydgoskiego Tyrawy, ani wobec bp Janiaka, który wcześniej pełnił funkcję biskupa pomocniczego właśnie w archidiecezji wrocławskiej.

Dla porządku dodam, że zwróciłem się z pytaniami również do nuncjatury apostolskiej, aby ustalić, czy za jej pośrednictwem skierowano do Watykanu wnioski dotyczące któregoś z tych biskupów. Cóż, nuncjatura nie zaszczyciła mnie odpowiedzią. Z tego, co wiem, jest to standard w kontakcie z mediami.

Biskup Janiak wydaje mi się kozłem ofiarnym. Ale nie dlatego, że jest niewinny i pomawiany o niecne czyny i zaniechania. Nic z tych rzeczy. Zresztą, sam hierarcha robi dużo, aby dodatkowo się pogrążać.

Najpierw jakby nigdy nic chciał publicznie święcić księży. Pod naciskiem opinii publicznej zrezygnował z tego i święceń udzielili biskup pomocniczy oraz biskup senior. Potem kaliski biskup pomocniczy, skądinąd paulin, bp Łukasz Buzun OSPPE próbował nakłonić radę kapłańską i księży do podpisywania długiego listu w obronie bp Janiaka. Księża, co jest precedensem, odmówili. Potem sam biskup kaliski skierował do odczytania we wszystkich parafiach list, w którym określił się mianem ofiary medialnej nagonki.

Jakby tego wszystkiego było mało, bp Janiak rozesłał do wszystkich polskich biskupów list, w którym bezpardonowo zaatakował arcybiskupa Polaka oraz twierdził, że utworzona w celu pomocy ofiarom molestowania przez księży Fundacja Świętego Józefa powstała de facto wbrew woli większości polskich biskupów. List ten został ujawniony w mediach.

Zarzutom dotyczącym utworzenia fundacji oraz wyboru jej władz zaprzeczył szybko w publicznym oświadczeniu sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski bp Artur Miziński. Prymas Polski Wojciech Polak, który pełni funkcję delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, opublikował w odpowiedzi na list bp Janiaka dość lapidarne oświadczenie.

Niejako równolegle na portalu katolickiego kwartalnika “Więź” ukazały się dwa teksty Zbigniewa Nosowskiego. W pierwszym tekście Nosowski w oparciu o rozmowy z księżmi z diecezji kaliskiej oraz o dostępne dokumenty wskazał inne przypadki tuszowania przestępstw związanych z krzywdzeniem dzieci przez duchownych w diecezji kaliskiej. Tuszującymi byli i obecny biskup kaliski, czyli bp Edward Janiak, i jego poprzednik, obecnie biskup senior Stanisław Napierała. Drugi tekst opisuje historię dwóch kolejnych rektorów kaliskiego seminarium duchownego i ich sporów z biskupem, m.in. o protegowanego biskupa, kleryka, oskarżanego o posiadanie pornografii, w tym pornografii dziecięcej, o uwodzenie uczniów w internecie, a także o aktywny homoseksualizm. To ostatnie przestępstwem rzecz jasna nie jest, ale stoi w sprzeczności z celibatem i dyskwalifikuje kandydata do święceń.

Jestem w stanie uwierzyć biskupowi Janiakowi w to, co mocno przebija się z jego listu do “braci w biskupstwie”, to znaczy w to, że większość polskich hierarchów traktuje całą tę walkę z krzywdzeniem seksualnym dzieci przez księży jako zło konieczne, coś, co trzeba robić, bo media się czepiają, a w gruncie rzeczy wcale zajmować się tym nie chcą. Być może też wielu z nich ma coś za uszami w sprawie tuszowania takich czynów.

Biskup Janiak jest więc kozłem ofiarnym nie w tym sensie, że jest niewinny, ale w tym, że, skoro jego winy zostały ujawnione, a sam broni się dość nieudolnie, to można łatwo skupić publiczną niechęć na nim i odwrócić uwagę od całej reszty episkopatu.

Otwarcie atakujący prymasa list biskupa Janiaka był w polskim Kościele wydarzeniem bezprecedensowym. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcje, jakie ten list wywołał. Sekretarz generalny KEP wydał lakoniczny komunikat dotyczący formalnych spraw związanych z głosowaniami, o których pisał kaliski biskup. Sam prymas wydał krótkie, dość godne, oświadczenie. I na tym koniec. Milczenie abp Stanisława Gądeckiego, który jako przewodniczący KEP też został w liście wywołany do tablicy, można tłumaczyć tym, że jako metropolita poznański bada sprawę bp Janiaka i chce zachować bezstronność.

A reszta biskupów? Żaden z nich nie stanął w obronie prymasa, nawet wtedy, gdy atak na niego stał się już publicznie znany. Nawet ci, po których można by się tej solidarności z abp Polakiem spodziewać, zachowali “godne milczenie”.

W latach dziewięćdziesiątych prymas kard. Józef Glemp nazwał krytyków Kościoła “szczekającymi kundelkami”. Wtedy mógł sobie na to pozwolić, choć i tak tę wypowiedź wypominano mu jeszcze bardzo długo. Polscy biskupi najwyraźniej nie rozumieją, że tamte czasy minęły bezpowrotnie. Teraz nie da się przeczekać owych “kundelków”, zwłaszcza że spore grono krytyków to sami katolicy.

Jest coś niezwykle smutnego i zawstydzającego, że szczytem “odwagi” jak na możliwości polskiego episkopatu wykazał się biskup pomocniczy z Płocka, Mirosław Milewski, do niedawna najmłodszy pośród polskich hierarchów. Owa odwaga polegała na udostępnieniu na Twitterze tekstu Zbigniewa Nosowskiego, ujawniającego działania bp Janiaka. Symptomatyczne jest jednak zdanie “Tylko Kościoła szkoda…”. Ofiar najwyraźniej biskupowi Milewskiego już nie żal.

(Visited 325 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie bądźcie pasterzami!

Następny tekst

Sursum corda na tęczowo