Home»Społeczeństwo»Sursum corda na tęczowo

Sursum corda na tęczowo

0
Shares
Pinterest Google+

Grupa aktywistów LGBT “przyozdobiła” kilka warszawskich pomników, w tym słynną figurę Pana Jezusa “Sursum corda” sprzed kościoła pod wezwaniem Świętego Krzyża, w tęczowe flagi. Kardynał Nycz wydał w tej sprawie specjalne oświadczenie. Premier Mateusz Morawiecki z PiS na tle figury mówił o obrazie uczuć religijnych. Rafał Trzaskowski, związany z opozycyjną PO prezydent Warszawy, potępił to jako akt wandalizmu.

“Jak można znieważyć kamień?” – pytała pewna pani na Twitterze. Pomijając fakt, że nie kamień, bo figura wykonana jest z brązu, to oczywiście kamienia znieważyć nie można. Posąg nie jest przedmiotem czci ani kultu. My, katolicy, czcią obdarzamy Pana Boga. Figury czy obrazy mogą mieć jednak wartość symboliczną, budzić sentyment i emocje, czy mieć ważne konotacje historyczne.

Tak jest akurat z figurą z Krakowskiego Przedmieścia. Przewrócona w czasie Powstania Warszawskiego, uratowana po wywiezieniu jej z miasta sprzed Niemców – ma wartość historyczną. Budzi emocje, sentyment. Dla wielu ludzi jest ważna. Nie jako obiekt kultu, ale jako pamiątka.

“Tęcza nie obraża” – przekonywała mnie ta sama pani. To prawda, tęcza sama w sobie nie obraża. Nawet wsadzenie tęczowej flagi na figurę samo w sobie mnie nie obraża. I nie dlatego, że chciałbym nadawać tęczy inną symbolikę, np. łącząc ją z historią Noego, bo wiem, że zawisła jako symbol środowisk LGBT. Połączenie symbolu środowisk LGBT z figurą Pana Jezusa nie obraża, bo – głęboko w to wierzę – Pan Jezus siadałby z przedstawicielami tych środowisk do stołu, tak, jak siadał z celnikami i innymi wykluczonymi.

To, co mnie rani, to nie tęcza i nie połączenie jej z Panem Jezusem, ale oczywista intencja ranienia. Twórcy tego happeningu chcieli zranić i dlatego, czuję się urażony. Pamiętam, że kiedyś mój zastępowy dostał zadanie zaśpiewania obraźliwej piosenki o druhu oboźnym bez użycia żadnego wulgaryzmu. Śpiewał więc na zmianę jego imię oraz słowo “kwiatek”. I ten “kwiatek” brzmiał o wiele bardziej obraźliwie niż zabrzmiałyby najgorsze obelgi. Dlaczego? Bo intencja była obraźliwa.

Swego czasu na vlogu broniłem tezy, że umieszczenie tęczy w aureoli na obrazie Czarnej Madonny nie może być traktowane jako profanacja:

Rzekoma profanacja – 3. odcinek vloga

Później broniłem też autorki tego projektu artystycznego na swoim vlogu, gdy uruchomiono przeciwko niej organa ścigania i wymiar sprawiedliwości, apelując o całkowite usunięcie z prawa karnego przepisu o obrazie uczuć religijnych.

Stop 196 – obraza uczuć religijnych – 5. odcinek vloga

Dla wyjaśnienia: nadal uważam, że przepis art. 196 powinien zostać usunięty z prawa karnego i, choć nie akceptuję happeningu z wieszaniem flagi na figurze Pana Jezusa, to równocześnie nie chciałbym, by tym, którzy to zrobili groziła odpowiedzialność karna.

“Wieszający tęczową flagę na figurze Pana Jezusa nie chcieli nikogo obrazić” – tłumaczyła mi ta sama pani. W porządku. Ja oczywiście mogę traktować autorów happeningu jak idiotów, którzy nie są w stanie przewidzieć konsekwencji tego, co robią. Sądzę jednak, że planowali swoją akcję, dokonali wyboru pomników do “przyozdobienia” i rozważali, który warto ozdobić, a którego nie. Przygotowali też manifest, udokumentowali swoje działania i chwalili się nimi w mediach społecznościowych.

Przyjmijmy jednak, iż faktycznie, jak potem w wywiadzie dla Wyborczej opowiadały autorki happeningu, nie wiedziały, nie przewidziały, nie spodziewały się, jakie będą konsekwencje ich wyczynu. Jeśli ktoś nie jest w stanie rozpoznać konsekwencji swoich czynów, to prawo określa go jako osobę niepoczytalną. Co prawda zwalnia to z prawnych konsekwencji tychże czynów, ale równocześnie też trudno traktować kogoś takiego jak partnera do jakiejkolwiek dyskusji. Czy aby na pewno tego właśnie chcą twórcy tego happeningu?

“Katolicy traktują osoby LGBT źle, więc one mają prawo bronić się np. takimi właśnie akcjami” – to był kolejny argument tejże samej pani. Tak, ale nie.

Jeśli ktoś bierze na sztandar walkę o szacunek, otwartość i tolerancję, a takie hasła biorą środowiska LGBT (i chwała im za to), to w swojej działalności nie może podejmować działań, które stoją w sprzeczności z tymi hasłami, bo w ten sposób sam pozbawia się mandatu moralnego.

Dla jasności: ja wiem, że wielu ludzi Kościoła, mojego Kościoła, mówi i robi rzeczy haniebne. Kiedy abp Jędraszewski prawi dyrdymały o tęczowej zarazie, to jest mi wstyd, bo jest to głupie i nikczemne zarazem.  Kiedy ktoś ogłasza jakąś część kraju wolną od LGBT, to boli mnie to, bo jest – znów – głupie i nikczemne. A kiedy organa Unii Europejskiej odmawiają środków finansowym gminom, które podejmują takie uchwały, to smuci mnie to wyłącznie dlatego, że uderza to rykoszetem w zwykłych mieszkańców tych gmin, ale jednocześnie cieszy, bo może da to tym mieszkańcom do myślenia, że nie warto głosować na radnych, którzy podejmują takie uchwały.

Poza tym zdecydujmy się: Czy taki happening jest “słuszną odpowiedzią uciemiężonej mniejszości na dyskryminację”, czy jego autorzy nie przewidzieli, jakie wywoła emocje?

Drodzy bracia i siostry LGBT!

Tak, uważam Was za swoich braci i siostry, bo wierzę, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, nawet jeśli niektórzy z Was w tego Pana Boga w ogóle nie wierzą i nie uważają się za Jego dzieci.

Jestem w stanie przyjąć Wasz gniew. Ale postawa polegająca na tym, by uderzyć, a potem udawać, że się tego nie zrobiło mnie mierzi.

Gdybym usłyszał: “Tak, ten happening miał zaboleć. Chcieliśmy/chciałyśmy, żeby zabolał, bo uważamy, że tylko w taki sposób możemy zwrócić uwagę na takie i takie problemy”, to to byłoby dla mnie punktem wyjścia do rozmowy. A jest o czym rozmawiać i to “czym” obejmuje wiele win mojego Kościoła. Ale kiedy ktoś intencjonalnie pluje mi w twarz, a potem wmawia mi, że to deszcz padał, to ten ktoś nie jest dla mnie  partnerem do poważnej rozmowy.

Tak swoją drogą, to warto przeczytać, co napisały autorki happeningu:

To jest szturm! To tęcza. To atak! Postanowiłyśmy działać. Tak długo jak będę się bać trzymać Cię za rękę. Tak długo aż nie zniknie z naszych ulic ostatnia homofobiczna furgonetka. To nasza manifestacja odmienności – ta tęcza. Tak długo jak flaga będzie kogoś gorszyć i będzie “niestosowna”, tak długo uroczyście przyrzekamy – prowokować.

Drodzy bracia i siostry w wierze!

Katechizm Kościoła Katolickiego jasno wskazuje, że osoby o skłonnościach homoseksualnych, co chyba możemy rozszerzyć na całe środowisko LGBT, mamy traktować z szacunkiem i delikatnością (punkt 2358). Bardzo często tego brakuje.

Warto zwrócić uwagę, że Katechizm nie wspomina nic o tym, jak osoby o skłonnościach homoseksualnych miałyby odnosić się do nas, katolików. W żaden sposób nie uzależnia też wymogu szacunku i delikatności, który nas dotyczy, od zachowania drugiej strony. Nawet jeśli środowiska LGBT podejmują działania, które nas ranią, to nie zwalnia to nas z obowiązku szacunku i delikatności.

Zanim więc po tej naszej, kościelnej stronie wybuchnie kolejna fala świętego oburzenia, warto zrobić rachunek sumienia: czy my sami na pewno postępujemy właściwie. A zanim zaczniemy odprawiać modły przebłagalne, może zastanówmy się, czy aby na pewno Pan Jezus poczułby się obrażony tęczową flagą. Bo  przecież jadał z grzesznikami. Nie oznaczało to, że nie widzi grzechu – ale że grzesznik jest dla Niego ważniejszy niż grzech.

(Visited 90 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Biskup Janiak jest kozłem ofiarnym

Następny tekst

Smuteczek. Nie ma nowszych tekstów.